Wszyscy wierzymy w Chrystusa, ale kto z nas zna, rozumie i przestrzega Jego nauki, tak aby byc zbawionym?

Narodzenie z Ducha Świętego

Krolestwo Boźe
Św. Jan od Krzyźa
Dusza Człowieka
Duch Człowieka - "Serce"
Wiara
Misja Pana Jezusa
Czy możliwe było zbawienie przd Chrystusem?
Prawo Boże
Misja Pana Jezusa
Dlaczego Pan Jezus musiał się narodzić?
Dlaczego Pan Jezus musiał cierpieć i umrzeć?
Nowe przymierze obejmuje Nowy i Stary Testament
Pan Jezus Barankiem Bożym
Rola Kościoła
Narodzenie z Ducha
Utracony duch żywota
Instznkt zwierzęcy
Instznkt, Dusza i sumienie Człowieka
Pożądliwość
Proces dijrzewania ciała i duszy - życie według ciała
Depresja
Proces narodzenia z Ducha, życie według Ducha
Duch Święty - Napełnienie
Ascetyzm - Celibat
Życie ascetyczne
Sumienie
Miłość
Dobro, Zło i Sprawiedliwość
Cierpienie
Katolicyzm a Protentantyzm
Aniołowie - Piekło
Przysłowia I Rady
Pokora, modlitwa, walki duchowe
Wołanie Duszy do Boga Ps.119
Błogosławieństwo i przekleństwo
Opętanie egzorcyzm
Cuda
Uzdrowienia, głosiciele cudńw
Laska Mojżesza


Tematy Rozważań

Listy Czytelnikow



ŚWIADECTWO NAWRòCENIA

Witam!

Chciałbym panu bardzo serdecznie podziękować za Pańskie cierpliwe odpowiedzi na moje listy przez te kilka lat!

Ostatnio przypomniałem sobie, w jak ogromnej depresji byłem przed moim nawróceniem, jak wtedy nic nie miało dla mnie sensu i jak ogromnym zwrotem w moim życiu i radością było to moje nawrócenie.

Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby podzielić się z ludźmi moją radosną historią, może to pomoże komuś w podobnej sytuacji jak ja wtedy odnaleść sens swojego życia, napisałem więc świadectwo swojego nawrócenia, które przesyłam poniżej. Czy mógłby Pan umieścić je na swojej stronie?

MOJE ŚWIADECTWO NAWRÓCENIA

W dzieciństwie nie byłem chętny do pomocy rodzicom, wolałem spędzać czas na zabawy, a jak nieco podrosłem, na gry komputerowe. Miałem też takie coś, że jak coś sobie ubzdurałem, to za wszelką cenę musiałem to zrobić/dostać, często terroryzując rodziców płaczem.

Moim największym hobby, zaczynając od szkoły podstawowej, były gry komputerowe. Podczas roku szkolnego, po powrocie ze szkoły najczęściej większość czasu spędzałem nad jakąś grą, a w weekendy potrafiłem przesiedzieć nad nimi cały dzień, od rana do późnego wieczora. Najgorsze było, kiedy zakończyłem jakąś grę – wtedy dochodziło do mnie, że właśnie zmarnowałem dziesiątki lub setki godzin ze swojego życia.

Mimo to uczyłem się dosyć dobrze, choć nie poświęcałem zbyt dużo czasu na naukę, bo większość czasu zabierały mi gry.

W domu często miały miejsce kłótnie między rodzicami z powodu pijaństwa taty. Potrafił on kilka dni z rzędu przychodzić z pracy mocno pijany, często poobijany, raz go nawet przywiozła policja. Jak tylko nie pił przez kilka dni, stawał się coraz bardziej agresywny, po czym znowu wpadał w kilka dni picia i tak w kółko. Często też źle wyrażał się o innych ludziach.

Postanowiłem sobie wtedy, że nie zostane takim człowiekiem jak tata. Nie chciałem, tak jak on, czynić krzywdy innym ludziom swoim postępowaniem. Rozumiałem, że tak jak ja wtedy będąc dzieckiem doznawałem krzywdy przez jego postępowanie, tak i ja, jakbym w przyszłości postępował tak samo jak tata, wtedy ktoś inny z mojego powodu doznawałby takiej samej krzywdy jak ja wtedy, i nie chciałem do tego dopuścić.

Miałem mimo wszystko taki okres na początku gimnazjum, kiedy ja sam zacząłem wchodzić w złe towarzystwo i eksperymentować z alkoholem – imprezy, ogniska. Ale po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że wchodząc w taki styl życia stane się w życiu dorosłym takim samym człowiekiem jak tata, a bardzo tego nie chciałem, więc zerwałem z takim stylem życia.

W drugiej klasie zainteresowałem się tematami “magii”, m.in. telekinezy i radiestezji. Czytałem informacje na ten temat w Internecie i sam przeprowadzałem w domu takie ćwiczenia.

Jakiś czas później pojawiło się nowe hobby – zakłady sportowe na pieniądze, czyli hazard. Zaczęło się od okazjonalnego wysłania kuponu z meczami piłki nożnej w mieście.

Wkrótce potem dowiedziałem się o możliwości obstawiania meczów przez Internet. W jakiś sposób udało mi się przesłać pocztą pieniądze na takie konto internetowe i wtedy zacząłem obstawiać mecze przez Internet.

Z biegiem czasu zaczynało mi się to coraz bardziej podobać, bo dostrzegłem w tym szansę na zdobycie większej kwoty pieniędzy, a chciałem taką zdobyć głownie po to, żeby stać się niezależnym finansowo od taty i wyprowadzić się od niego.

Zacząłem coraz bardziej się w to angażować – spędzałem godziny analizując jakie mecze obstawić, wysyłałem kupony coraz częściej, później nawet zacząłem pisać program komputerowy, który miał obliczać mi na podstawie statystyk, na jaką drużynę postawić. Praca nad tym programem pochłonęła mnie na kilka miesięcy, poświęcając dziennie 6-8 godzin.

Pochłonięty tą pracą marzyłem sobie, co zrobie z tymi pięniędzmi które zarobie dzięki temu programowi, miałem nadzieję że już nie będę musiał się wtedy ani uczyć, ani pracować i że będę mógł się wyprowadzić od taty.

Gdy skończyłem pisać ten program, zacząłem używać go do obstawiania meczów. Jednak przez kilka tygodni nic na tym nie zarobiłem. Dochodziło wtedy do mnie, że straciłem kilka miesięcy ze swojego życia, a z moich planów na wyprowadzkę, koniec nauki i bogactwa nici...

Popadałem wtedy w stan depresyjny, traciłem ochotę na cokolwiek. Wszystko to, co kiedyś sprawiało mi przyjemność, czyli gry komputerowe i telewizja, teraz przestało mi już sprawiać jakąkolwiek przyjemność. Ale najgorsze w tym było to, że po prostu nie widziałem sensu życia, bo co z tego że nawet zdobyłbym tamtą kasę, skoro i tak to życie nie ma sensu?

Najgorsze były wieczory, kiedy siedziałem sam w pokoju, wtedy ograniał mnie ogromny smutek. Miałem wtedy też trudności z zasypianiem, często w nocy godzinami leżałem w łóżku nie mogąc zasnąć.

Nie widziałem sensu dosłownie niczego, zastanawiałem się jaki sens ludzie widzą w swoich pasjach, jaki sens widzą w robieniu czegokolwiek! Przecież to wszystko i tak się kiedyś skończy, jaki więc ma sens cokolwiek co robimy za życia? Zastanawiałem się skąd ludzie mają motywację do robienia czegokolwiek. Myślałem, że może ludzie po prostu robią to wszystko, bo nie mają innego wyjścia, bo jakoś trzeba żyć, z czegoś się utrzymać, i że może każdy, tak jak ja wtedy, ma w sobie ten ogromny ból bezsensu.

Zastanawiałem się, czy to na tym życie polega – na nie dawaniu się takim rozważaniom o sens życia, na brnięciu z dnia na dzień, mimo tego, że to wszystko i tak nie ma sensu, na udawaniu silnego. Taki obraz życia mnie przerażał, nie mogłem sobie wyborazić życia w takim bezsensie.

Wtedy najbardziej chciałem po prostu zasnąć i już się nie obudzić, żeby skończyć ten okropny ból psychiczny, który mnie dręczył.

Ten mój depresyjny stan narastał, aż pewnego wieczora, ledwie co już powstrzymując się od płaczu, napisałem o moim stanie na pewnym forum internetowym.

Napisałem że od kilku miesięcy mam “doła”, że nie widzę sensu życia i że nie mogę już w takim stanie wytrzymać, że jak to się nie zmieni to mogę spróbować skończyć swoje życie (choć myślę że na pewno tego bym nie zrobił, bałbym się).

Ludzie odpisywali, że najlepiej będąc w takim stanie wybrać się do psychologa, że oni znają sztuczki na depresję, tłumacząc pewne zasady działania ludzkiego umysłu. Ale ja po pierwsze nie chciałem wybierać się do psychologa, a po drugie nawet jak psycholog nauczyłby mnie “jakichś sztuczek” do poprawiania sobie humoru, to i tak by nie odpowidziało mi na to, co jest sensem życia. Inni mówili, żebym znalazł sobie jakąś pasję, ale to też by mi nie odpowiedziało na pytanie o sens życia.

Pewna osoba zaproponowała mi tam rozmowę przez komunikator internetowy, napisałem więc do niego. Rozmowę tą zaczął od pytania czy wierzę w Boga. Odpowiedziałem że tak i że co to w ogóle za pytanie, a on na to, że dużo dzisiaj ateistów i dlatego pyta. Później powiedział mi, że to Bóg daje człowiekowi siłę do życia, jeżeli tylko człowiek żyje według Jego woli, i że trzeba pokładać całą swoją ufność właśnie w Bogu, a wtedy życie będzie radosne. Te jego słowa odbudowały moją wiarę w ludzi i sprowadziły na mnie ogromną ulgę i radość, nie pamiętam naprawdę żebym kiedykolwiek wcześniej był tak szczęśliwy jak wtedy, czułem jakby nagle spłynęła na mnie ogromna miłość. Z tego co pamiętam to nawet popłakałem się jakby ze szczęścia.

Wtedy też zerwałem z tymi moimi praktykami “magicznymi”, jako że zrozumiałem, że to grzech. Później zacząłem stawać się coraz bardziej religijny – chodzić do kościoła, modlić się, czytać Biblię. Było mi znacznie lżej niż przed tamtą rozmową, choć nadal miewałem gorsze humory.

Pod koniec gimnazjum poznałem pewnego chłopaka, który chodził do równoległej klasy. Od początku gimnazjum podziwiałem go za to, że miał silny charakter - nie zważał na to co inni o nim myślą czy mówią, robił po prostu to co jemu się podobało, przy tym też zawsze miał dobry humor. Bardzo lubił też jeździć na deskorolce.

Ja nie miałem wtedy silnego charakteru, nie potrafiłem mieć i trzymać się swojego zdania, chodzić swoimi ścieżkami, bo bałem się że wtedy zostanę odtrącony, wyśmiany.

A znajomość ta rozpoczęła się dość nietypowo – pewnego razu napisał on do mnie przez Internet na komunikator internetowy. Jak tak rozmawialiśmy coraz więcej, okazało się że mamy sporo wspólnych zainteresowań – słuchaliśmy podobnej muzyki i oboje interesowaliśmy się stronami internetowymi.

Później dzięki temu zapoznaliśmy się też lepiej na przerwach w szkole. Jak już lepiej się z nim znałem, zacząłem rozmawiać z nim przez Internet o moich problemach – tacie alkoholiku i moim smutku. Trochę mi pomogło wygadanie się komuś.

W tamtym czasie zauroczyłem się w pewnej dziewczynie z równoległej klasy w gimnazjum. Byłem jednak wtedy bardzo nieśmiały, więc nie mialem odwagi żeby od tak do niej podejść i porozmawiać. Przekazałem jej więc za pośrednictwem znajomego wierszyk miłosny, później zdobyłem jej numer na komórkę i zaczęło się smsowanie wieczorami.

W tamtym okresie byłem uzależniony od samogwałtu. Jednak wtedy już przestałem sobie wmawiać że to jest ok, doszło do mnie że to jest grzechem, więc starałem się z tym skończyć. Ciężko mi było z tym zerwać, szukałem pomocy w Internecie i złapałem kontakt z pewnym księdzem, któremu napisałem o moim problemie, jednak mimo jego rad nadal nie mogłem rzucić tego nałogu.

Utrzymywałem wtedy nadal kontakt przez Internet z tamtą osobą z forum, która zaproponowała mi wtedy rozmowę. I dopiero dzięki radzie tej osoby udało mi się zerwać z tym nałogiem – a tą radą było to, że jeżeli będzie się mówiło, że “to ostatni raz”, to tego ostatniego razu nigdy nie będzie, zrywać z nałogiem trzeba stanowczo.

Bardzo chciałem “chodzić” z tamtą dziewczyną w której się zauroczyłem, ale nie miałem odwagi jej sam o to zapytać, więc poprosiłem o to znajomego który chodził do jej klasy. Wtedy podeszła do mnie i powiedziała że się zgadza, pamiętam że byłem wtedy tak zmieszany że nie wiedziałem co powiedzieć. Ale mimo wszystko nie miałem odwagi później podejść do niej na przerwie i pogadać, więc po prostu po dwóch dniach podeszła do mnie mówiąc że to nie ma sensu i że ze mną zrywa.

Czasami przyjeżdzałem do tamtego znajomego z gimnazjum ponagrywać jego tricki na deskorolce, a za jakiś czas sam kupiłem sobie deskorolkę i przyjeżdzałem z nim pojeździć. Jednak po około kilku tygodniach jazdy na deskorolce skręciłem sobie na niej kolano, miałem gips na nodze jakoś przez dwa tygodnie, po czym już nie wróciłem do deskorolki.

Jak poznawałem go lepiej, bardzo podziwiałem to, że był miły dla innych ludzi, szczególnie starszych, lubił pomagać innym. Bardzo lubił też spędzać czas ze swoją babcią, umilając jej w ten sposób czas. Dowiedziałem się wtedy też od niego, że tą radość daje mu wiara w Boga, co mnie też utwierdziło w fakcie, że żeby móc szczęśliwie żyć, trzeba oprzeć swoje życie na Bogu.

Gdzieś w tym okresie nauczyłem się od niego nie przejmować się swoimi troskami i pozytywnie patrzeć na życie. Ale co najważniejsze, nauczyłem się od niego być dobrym dla innych ludzi, pomagać rodzicom i potrafić zrezygnować z czegoś, co sobie ubzdurałem że chcę zrobić, a co nie jest dobre. Do dziś pamiętam pierwszy wieczór po takim dobrze przeżytym dniu, kiedy kładłem się spać – wtedy zdałem sobie sprawę jak wielką radość i spokój ducha daje takie postepowanie. Dzięki temu też przestałem mieć jakiekolwiek problemy ze snem.

Po skończeniu gimnazjum poszedłem do liceum do innego miasta.

Postanowiłem wtedy pójść do spowiedzi generalnej, choć było to dla mnie naprawdę trudne, brakowało mi do tego odwagi, zbierałem się do tego tygodniami, ale w końcu udało się. Po tej spowiedzi poczułem naprawde wielką ulgę.

W liceum poznałem dziewczynę o podobnych zainteresowaniach do moich – słuchała podobnej muzyki jak ja, interesowała się też grami komputerowymi. Po jakimś czasie poprosiłem ją o jej numer komunikatora internetowego. Przez Internet zaczęliśmy rozmawiać na poważniejsze tematy, zaczęliśmy się przed sobą coraz bardziej otwierać.

Później często spacerowałem z nią po szkole, tułając się po mieście. Raz poszedłem z nią na jakiś koncert, po czym przeszliśmy na pieszo pół miasta spacerując i rozmawiając. Ja wtedy miałem szansę, że zostanie moją dziewczyną, ale ona traktowała mnie nie jako jej chłopaka, a jako przyjaciela. Miała też pewnego znajomego, z którym znała się od lat, ale z tego co mówiła też traktowała go jako przyjaciela, choć bywałem o niego zazdrosny. Po pewnym czasie, widząc że nie ma szans na to żebym stał się dla niej nie tylko przyjacielem, ale i chłopakiem, ta nasza znajomość się rozleciała.

Umówiłem się wtedy na spotkanie z tym księdzem, z którym kiedyś złapałem kontakt przez Internet. Dał mi wtedy pewną książkę o dorastaniu i seksualności. Ku mojemu zaskoczeniu, opisywane tam etapy pierwszej poważnej znajomości z dziewczyną pokryły się praktycznie idealnie z tą moją znajomością z tamtą dziewczyną – najpierw zachwyt sobą, euforia, nie widzenie świata poza tą osobą, a później pojawianie się uczucia, że ta druga osoba nie poświęca ci dostatecznie dużo uwagi, zniechęcenie, aż w końcu rozpadnięcie się znajomości.

W liceum nadal nie potrafiłem “chodzić swoimi ścieżkami”, ważniejsze dla mnie było, żebym był akceptowany przez rówieśników. Az gdzieś około drugiej klasy liceum, tak niby znikąd, bo impulsem było to że raz udało mi się rozśmieszyć całą klasę jakimś moim żartobliwym zachowaniem, przyszło mi do głowy, że przecież każdy człowiek może być taki, jaki był tamten znajomy, tj. chodzić swoimi ściezkami. Od tamtego czasu stopniowo zaczynałem być coraz bardzizej niezależny od innych ludzi, zacząłem tak jak ten znajomy wyrabiać w sobie silny charakter, być odważnym, chodzić swoimi ściezkami, a nie za tłumem.

Wtedy uznałem też, że najlepiej będzie dla mnie, jeżeli pozostane samotny, a utwierdziły mnie w tym rady apostoła Pawła:

1 List do Koryntian 7:8 “Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja.”

List do Koryntian 7:32-33 “Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie.”

Bo faktycznie, jak tylko zaczynałem za bardzo się angażować w znajomość z jakąś dziewczyną, zaczynałem robić wszystko, żeby jej się przypodobać, zapominając o Bożym świecie. Wtedy też odnowiłem znajomość z tamtą dziewczyną z liceum, już jako przyjaciel.

Pod koniec liceum miałem w planach zostać księdzem. Miałem jednak w tym okresie pewne problemy z kwestią spowiedzi – jako że katolicy zalecają jak najczęstsze spowiadanie się, to i ja próbowałem tak robić. Z biegiem czasu jednak coraz bardziej mnie męczyły skrupuły, nie byłem pewnien czy coś uznać za grzech czy nie, analizowałem każdą myśl która przeszła przez moją głowe, czy się z tego spowiadać.

W związku z tym zacząłem szukać informacji o spowiedzi w Internecie. Wtedy trafiłem na artykuł o sumieniu na Pana stronie, napisałem wtedy do Pana, odpisał Pan po krótkim czasie i objaśnił mi sporo spraw w świetle Biblii i wczesnego Chrześcijaństwa, co otworzyło mi oczy na to, że istnieje sporo różnic pomiędzy faktycznym Chrześcijaństwem a Kościołem Katolickim.

Wtedy też, dowiadując się dodatkowo że w seminarium uczą znacznie więcej doktryn Kościoła Katolickiego niż samej Biblii, zrezygnowałem z moich planów pójścia na księdza.

Od tamtej pory zacząłem intensywniej studiować samodzielnie Biblię, szczególnie Nowy Testament. Moją szczególną uwagę zwróciła następująca wypowiedź Pana Jezusa, jako że naprawdę chciałem uzyskać pokój ducha:

Mateusz 11:28-30 “Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”

A dzięki następującej wypowiedzi Pana Jezusa zrozumiałem, że podążanie za Nim pociąga też za sobą konieczność zaparcia się samego siebie, czyli uwolnienia się od życia dla zaspokajania swoich pożądliwości i od podążania za własnymi ambicjami:

Łukasz 9:23 “Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!"

Najważniejszym stało się dla mnie wtedy dostosowanie się do tego co Pan Jezus powiedział, abym Go naśladował i abym żył według Jego przykazań. Zrozumiałem że od tego zależy moje zbawienie. Bo przecież bardzo wyraźnie i dosłownie Pan Jezus to powiedział:

Jan 14:21 “Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.”

I faktycznie, im bardziej poznawałem i stosowałem w moim życiu nauczania Pana Jezusa, tym coraz bardziej czułem bliskość Boga i to tym bardziej mobilizowało mnie do wypełniania Jego woli, i zauważyłem, że mam w tym wielką radość i że droga ta, tak jak to zapewnił Pan Jezus, jest naprawdę lekka, pełna szczęścia i pokoju ducha!

W tym okresie został rozwiązany też ten mój problem ze skrupulatnością co do spowiedzi, po tym jak trafiłem na następujący fragment:

1 List Jana 3:8-9
Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże, taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga.

Dzięki lekturze Nowego Testamentu zauważyłem też, że pierwsi Chrześcijanie spowiadali się tylko przy nawróceniu, podczas chrztu, a nie, tak jak nakazuje Kościół Katolicki, przynajmniej raz do roku a najlepiej raz na tydzień.

Teraz zauważyłem, że z Chrystusem w sercu można być silnym i można nie grzeszyć, zrozumiełem, że trzeba prawdziwie pokochać Chrystusa i że On daje siłę aby się skutecznie sprzeciwiać pokusom i nie grzeszyć.

Zrozumiałem, że narodzenie z Boga na tym właśnie polega i skutkuje całkowitym zerwaniem z grzechem, o którym pisze Jan, że taka zmiana życia, z grzesznego na posłuszne Bogu, czyli nie grzeszne, jest rzeczą konieczną do osiągnięcia zbawienia, że to jest ponownym narodzeniem się dla Boga tak jak powiedział Pan Jezus:

Jan 3:3
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego.
Wtedy też przestałem chodzić do spowiedzi, a skupiłem się po prostu na stawaniu się coraz lepszym Chrześcijaninem. Zacząłem wówczas na przykład zrywać z moim zamiłowaniem do gier, bo dochodziło do mnie, że to marnowanie czasu.

Pewnie, że jeszcze nie osiągnąłem doskonałości, ale osiągnąłem to, że przestałem grzeszyć i pracuję nad sobą, abym był coraz bardziej czułym i mógł spełniać wolę Bożą, czyli abym łapał się na błędach i praktykował nauki Chrystusa. Zrozumiałem, że tylko poprzez stosowanie się do wymagań nauk Chrystusa i posłuszeństwo przykazaniom wiedzie wąska droga do zbawienia:

Mateusz 7:13-14
Wchodźcie przez bramę wąską, bo szeroka i przestronna droga prowadzi do zatracenia. A tak wielu nią kroczy! Lecz brama, przez którą wchodzi się do życia, jest ciasna, a droga, która tam wiedzie, jest wąska. I tak niewielu ją znajduje!

Dodam też, że odkąd zacząłem poważnie podchodzić do wiary, niczego mi nigdy nie brakowało, co dowodzi że faktycznie Bóg błogosławi tym, którzy za Nim podążają! Bóg obdarował mnie też kilkoma przyjaciółmi w wierze, na których mogę naprawdę liczyć.

Podsumowując, jestem ogromnie wdzięczny Bogu za to, że mnie wyciągnął z tamtego okropnego stanu i tak bardzo odmienił moje życie, nadając mu sens i radość!

Szczęść Boże!



"A ZA WSZYSTKICH UMARL CHRYSTUS PO TO, ABY CI, CO ŻYJA, JUŻ NIE ŻYLI DLA SIEBIE, LECZ DLA TEGO, KTÓRY ZA NICH UMARŁ I ZMARTWYCHWSTAŁ..., JEŻELI WIĘC KTOŚ POZOSTAJE W CHRYSTUSIE, JEST NOWYM STWORZENIEM. TO CO DAWNE PRZEMINEŁO, A OTO WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE. WSZYSTKO ZAŚ TO POCHODZI OD BOGA, KTÓRY POJEDMNAŁ NAS Z SOBĄ PRZEZ CHRYSTUSA I ZLECIŁ NAM POSŁUGĘ JEDNANIA. ALBOWIEM W CHRYSTUSIE BÓG ZJEDNAŁ ZE SOBĄ ŚWIAT, NIE POCZYTUJĄC LUDZIOM ICH GRZECHÓW, NAM ZAŚ PRZEKAZAŁ SŁOWA JEDNANIA. TAK WIĘC W IMIENIU CHRYSTUSA SPEŁNIAMY POSŁANNICTWO JAKOBY BOGA SAMEGO, KTÓRY PRZEZ NAS UDZIELA NAPOMNIEŃ
W IMIE CHRYSTUSA PROSIMY: POJEDNAJCIE SIĘ Z BOGIEM. "- 2.Koryntian 5:15-20

2007 - 2009