Wszyscy wierzymy w Chrystusa, ale kto z nas zna, rozumie i przestrzega Jego nauki, tak aby byc zbawionym?

Narodzenie z Ducha Świętego

Krolestwo Boźe
Św. Jan od Krzyźa
Dusza Człowieka
Duch Człowieka - "Serce"
Wiara
Misja Pana Jezusa
Czy możliwe było zbawienie przd Chrystusem?
Prawo Boże
Misja Pana Jezusa
Dlaczego Pan Jezus musiał się narodzić?
Dlaczego Pan Jezus musiał cierpieć i umrzeć?
Nowe przymierze obejmuje Nowy i Stary Testament
Pan Jezus Barankiem Bożym
Rola Kościoła
Narodzenie z Ducha
Utracony duch żywota
Instznkt zwierzęcy
Instznkt, Dusza i sumienie Człowieka
Pożądliwość
Proces dijrzewania ciała i duszy - życie według ciała
Depresja
Proces narodzenia z Ducha, życie według Ducha
Duch Święty - Napełnienie
Ascetyzm - Celibat
Życie ascetyczne
Sumienie
Miłość
Dobro, Zło i Sprawiedliwość
Cierpienie
Katolicyzm a Protentantyzm
Aniołowie - Piekło
Przysłowia I Rady
Pokora, modlitwa, walki duchowe
Wołanie Duszy do Boga Ps.119
Błogosławieństwo i przekleństwo
Opętanie egzorcyzm
Cuda
Uzdrowienia, głosiciele cudńw
Laska Mojżesza


Tematy Rozważań

Listy Czytelnikow




POWOŁANIE

List #1

Witam...

Nie wierze w przypadki.. po prostu nieświadomie znalazłam Pana stronkę. Przeczytałam kilka listów, troszkę mi one pomogły. Uświadomiłam sobie, że nie jestem sama z różnymi problemami..

Ja podobnie jak Pan bardzo chce pomagać ludziom. Od zawsze moim marzeniem było zostać psychologiem, jednak ostatnio wiele się zmieniło. Mam sporo kontaktów z osobami mocno związanymi z Jezusem.. oni po prostu są szczęśliwi. Też tak chce.. coraz poważniej zaczynam myśleć o powołaniu - jak się objawia i kiedy wiadomo, że Bóg nas wzywa.. Czasem mam tak wiele pytaŖ, lecz boje się ich zadawać chociażby Księdzu z parafii..

Mam czasem taki nurtujący problem.. Jak już sobie tak myślę że żyje dla Jezusa, że chce z nim przejść przez ten świat, to z drugiej strony boje się wyrzeczeŖ. Na obecną chwile z jednej strony nie chce się z nikim wiązać, a z drugiej czuje potrzebę chociażby przytulenia.. Jak to jest? Czy jeśli wybiorę to życie z celibacie, będę wolna od takich potrzeb?

Bardzo proszę o odpowiedź i parę ciepłych słów :). Szczęść Boże!



Witam serdecznie,

Prosisz o ciepłą odpowiedz... tymczasem ja musze ci sprawić poważne kazanie i dać ci kilka serdecznych napomnieŖ... które będą może brzmiały zimno, ale jak je przyjmiesz pokornie to może z czasem nie tylko rozgrzeją ci serce, ale je rozpalą ogniem gorliwości i miłości.

Boisz się wyrzeczeŖ, to znaczy ze oglądasz się wstecz sama za sobą, za własnymi pożądliwościami. A Pan Jezus - twój Zbawiciel i Oblubieniec powiedział:

Łukasz 9:62
"Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego."

Pytasz po czym się poznaje powołanie? Powołanie poznaje się po tym, ze się ma takie myśli i pragnienia jak twoje. A po czym się poznaje pokusę przeciw powołaniu? Po obawach utraty własnych przyjemności, ambicji doczesnych i potrzeb cielesnych.

Tylko ze z tymi własnymi przyjemnościami to wcale nie jest tak jakie one sprawiają wrażenie. Młodzi ludzie marzą o miłości platonicznej o miłości prawdziwej Pełnej szczerości i namiętności. I zdaje się młodym ludziom, ze ja odnajdą i jak ją odnajdą to zachowają ja do koŖca życia. Prawda jest jednak bardzo brutalna, a marzenia zawsze koŖczą się rozczarowaniem. Wszystkie małżeŖstwa zaczynają sią od ciepłych przytulaŖ, a kożczą się w bardzo wielu przypadkach na sali rozwodowej. A jeśli nie koŖczy sią rozwodem to na pewno wieloma rozczarowaniami, kłótniami itp.

Dlatego, ze nie ma szczęścia na ziemi dla tych, którzy szukają go w sferze doczesnych wartości i w zaspokojeniu pożądliwości ciała.

Każdy pragnie szczęścia, bo Pan Bóg tak już stworzył człowieka z potrzeba osiągnięcia szczęścia. Ale to szczęście, którego człowiek szuka na ziemi, odnaleźć można tylko u Boga.

Bóg stworzył w sercu człowieczym puste miejsce na szczęście i tego pustego miejsca nie da się wypełnić niczym innym jak tylko miłością duchowa.

Problemem większości ludzi jest to, ze słuchają podszeptów szatana, który namawia, aby szukali wypełnienia tego pustego miejsca emocjonalna miłością drugiego człowieka. I wszystko byłoby dobrze, gdyby ten drugi człowiek nie miał tego pustego miejsca i nie szukał miłości drugiego człowieka dla samego siebie.

Prawdziwą miłością, która może wypełnić owo puste miejsce jest miłość duchowa i nie ma ona nic wspólnego z namiętnościami cielesnymi, ale jest to dar Boży - jest to substancja duchowa wypełniająca owo puste miejsce. Kto otrzyma ten dar ten będzie w stanie dawać, jego puste miejsce będzie wypełnione i niczego dla siebie samego już nie będzie pożądał, bo nie ma w nim już miejsca na otrzymywanie, ale ma miłość, która w nim się potęguje i musi ja rozdawać, bo ma jej tyle, ze nie może jej tylko dla siebie samego zatrzymać.

Miłość ludzka, partnerska i cielesna to potrzeba emocjonalna, która nie potrafi wiele dawać partnerowi, ale od niego wiele oczekuje. Miłość cielesna pragnie dawać i w prawdzie trochę daje, ale tylko po to, aby jeszcze więcej pobrać.

Dlatego tyle jest rozczarowaŖ, kłótni i rozwodów, bo każdy daje mniej niż pragnie otrzymać i nie dlatego ze jest zły, ale dlatego ze więcej potrzebuje pobrać, niż jest w stanie dać.

I to nie jest z winy człowieka, ale tak Bóg człowieka stworzył. Po to, aby człowiek tylko i wyłącznie u Boga się wydoskonalił. Człowiek z pustym miejscem w sercu jest niedoskonały i tylko dar Bożej miłości czyni człowieka doskonałym. czyli doskonale miłującym na wzór i podobieŖstwo samego Boga.

Nie wiem - droga czytelniczko - czy to, co tu staram się tobie wyjaśnić ma dla ciebie sens, ale się zastanów i porozglądaj się po znajomych, tych którzy żyją życiem doczesnym. Przyjrzyj się członkom własnej rodziny, ciotkom i wujkom, sąsiadom i znajomym. Wszyscy maja piękne fotografie ślubne, ale po za tym wszyscy maja problemy z owa miłością z przeszłości ze zdjęcia - w którą kiedyś wierzyli i o której marzyli.

Przeczytaj: "Milosc, cielesna i duchowa"

Jan 4:13-14
"Odpowiadając Jezus rzekł do niej: Ktokolwiek pije te wodę, znów będzie [wkrótce] odczuwał pragnienie. Lecz kto będzie pił wodę, która Ja mu dam, nigdy już nie będzie pragnął. Woda, która ode Mnie otrzyma, stanie się w nim źródłem wody płynącej ku życiu wiecznemu."

Dostrzegasz analogie tego wersetu?

Pan Jezus mówi o miłości. Kto miłuje cieleśnie i walczy o to, co doczesne, ten zaspokoi się na krotki czas, a potem znowu pragnie, bo to, czym się na krotko zaspokoił jest nietrwale i odpływa, paruje i wysycha jak woda. Ale kto otrzyma miłość od Chrystusa, ten wypełniony będzie i jak ze źródła będzie się w nim ta miłość potęgować i serce jego nigdy nie wyschnie tak, aby znowu zapragnąć.

Co do ostatniego pytania o wolność i celibat. To wszystko zależy od ciebie, na ile i jak lekko oddasz siebie Bogu. Bóg nie będzie się z tobą szarpał i zabierał ci to, za czym się oglądasz i czego nie zechcesz dobrowolnie oddać. ale jak oddasz prawdziwie dobrowolnie to wtedy On napełni cię darem "wody życia", czyli miłości Bożej, która ci tak wypleni serce, czyli twego ducha, ze już nie będziesz pragnąć, bo to co otrzymasz będzie o wiele bardziej satysfakcjonujące niż to, z czego zrezygnowałaś dobrowolnie.

Ja ci to pisze nie tylko ze znajomości nauk biblijnych, ale z doświadczenia i własnego przeżycia.

Pozdrawiam cię miłością Chrystusowa,

- Szczęść Boże!

Ps. nie będziesz miała nic przeciwko temu, aby umieścić ten list w dziale "Listy czytelników"? - oczywiście anonimowo :)



LIST # 2

Witam ponownie.

Te słowa z listu są dość trudne, ale mam nadzieje że je zrozumiałam. Zdaje sobie sprawą z tego, ze takie "puste życie", czyli takie które zadowala się rzeczami doczesnymi, nie ma w ogóle sensu. Nawet staram się mówić o tym wszystkim, którzy tak właśnie postępują.

Jeszcze niedawno myślałam zupełnie inaczej, nigdy nie zwracałam uwagi na Jezusa, Jego nauki itd. Teraz jakoś czuje tak jak by przyciąganie do Kościoła. Jeśli jestem w kościele, mam wrażenie ze wszystko jest takie proste, ze nie musze się niczego bać i ze On nad wszystkim panuje. Jeśli wyjdę z kościoła i wrócę do domu (gdzie nie zawsze jest idealnie), to jakoś to uczucie zanika... Wtedy boje się własnych myśli, bo albo mam doła z powodu kłótni rodziców, albo chce naprawić cały świat.. I to są przecież dwie sprzeczności. Dlatego myślałam ze to uczucie podczas Mszy św. można nazwać powołaniem - ze powinnam i chce tam zostać. Trochę trudne to wszystko ale mam nadzieje ze mi Pan pomoże.

Aha.. i oczywiście nie mam nic przeciwko opublikowaniu listu, tylko jak Pan obiecał .. anonimowo ;].

Ps. Mam takie jedno pytanie, które zadała mi kiedyś moja przyjaciółka. (ona przezywa teraz ciężki okres). Bo Ks. kiedyś na katechezie powiedział, ze śmierć jest piękna. No i ona właśnie spytała: Skoro śmierć jest piękna, to dlaczego samobójstwo jest grzechem? Czy to źle ze chcemy być tam, gdzie jest lepiej?

Nie umiałam odpowiedzieć, dlatego pytam Pana.. pozdrawiam i dziękuje :)

Szczęść Boże.



Widzę z poprzedniego listu i z tego tu, że ubolewasz nad nieszczęściem ludzi, bo kłótnie twoich rodziców wprowadzają cię w rozpacz. Kochasz ich i nie możesz ich zrozumieć i im pomóc. Kościół jest dla ciebie ucieczką w którym jesteś w stanie się duchowo zregenerować i dlatego myślisz, ze masz powołanie, ale nie wiesz, z czym to powołanie się wiąże? Czyżby zakon?

Ja myślę, że nie. Twoim powołaniem jest - jak to sama w poprzednim liście napisałaś - pomaganie ludziom. Problem w tym, że nie wiesz jak to robić i od czego zacząć. Przypomina mi to moją sytuację z przed lat. A po wielu latach mogę już powiedzieć, na czym to polega i od czego należy zacząć.

W twojej sytuacji to musisz zacząć od tego, co jest ciebie najbliżej. Wspominałaś kłótnie rodziców - czyli to cię boli najbardziej i ich chciałabyś na pewno pomóc najpierw - nie tak?

Rodzicom niczego nie wytłumaczysz, bo po prostu nie będą ciebie słuchać, ale możesz na nich wpłynąć przykładem. Ja o twoich rodzicach nic nie wiem i nawet jakbyś mi opowiadała poszczególne problemy to trudno byłoby mi dać ci konkretne zadanie jak masz im pomóc, ale większy jest ode mnie, Ten, który wie wszystko i na wszystko ma dobrą radę i rozwiązanie. Problem w tym, że my ludzie komplikujemy sytuacje, gubimy się w nich i nie wiemy jak z nich wyjść. Rozwiązaniem jest uproszczenie, wyeliminowanie rzeczy mało istotnych i zacząć od elementów istotnych, które jest wspólne dla każdego człowieka. Takimi elementami jest miłość, pociecha, nadzieja, wyrozumiałość i pomoc. Pan Jezus powiedział: "Oddawajcie dobrem za zło"

W wypadku twoich rodziców, musisz szukać czegoś co możesz zrobić, aby im pokazać przykładem, że są wyższe wartości od tych które są powodem ich wzmagaŖ.

W chwilach ich upadku, czyli kłótni w których jedno wynosi się ponad drugie, ty pokaż im swoją pokorę i z modlitwą w sercu zacznij robić coś co jest odwrotnością ich postawy. Tak aby się oboje zatrzymali i zastanowili.

Na przykład, zacznij sprzątać, albo coś ugotować, czyli rób coś co nimi wstrząśnie choćby troszkę.

Może na początku nie zauważą i nie zrozumieją, ale po kilku razach się zorientują, że jesteś inna, ze nie dajesz się wyprowadzić z równowagi, ale jesteś nastawiona pozytywnie i mimo wszystko szukasz neutralnego gruntu, aby wprowadzić "Pokuj Chrystusowy"

jak oni się kłócą, to ty na przykład wywal na podłogę wszystkie ciuchy i zacznij je pięknie układać w kosteczkę i kładź je na pułki, modląc się w sercu, aby zauważyli twój pokuj i harmonijne postępowanie. Albo weź się za inną czynność domową, aby ich po zawstydzić, lub zmobilizować.

Ugotuj coś na szybko, kisiel, albo budyŖ i przerwij ich kłótnie i oboje zaproś do spożycia deseru. Może za pierwszy razem się nie uda i nie każe podejście zda egzamin, ale się nie załamuj, oni te drobne rzeczy zauważą nawet jak na nie zareagują i z czasem jak się tych twoich dobrych uczynków nazbiera w ich pamięci to zacznie to dawać im do myślenia. A w twojej wytrwałości będzie twoje zwycięstwo.

Albo dobrym słowem. Na przykład zacznij jednemu z nich przypominać jakąś miłą lub śmieszną sytuacje z przeszłości. Zapytaj mamy lub taty czy pamięta to czy tamto i zacznij opowiadać i pytać o szczegóły. Innymi słowy jak się da wprowadź inny temat, który nie ma nic wspólnego z tematem kłótni, ale ma moc rozluźnienia lub rozproszenia sytuacji.

W jednej sytuacji to, a w innej tamto.

Musisz się nastawić pozytywnie i nad nimi pracować z wielka pokora i modlitwą w sercu - a Bóg Ojciec, który wie, czego potrzebujemy zanim Go poprosimy da ci natchnienie do działania i ukaże ci jak masz podejść do naprawiania sytuacji zamiast analizować ich błędy i to, kto ma racje a kto jej nie ma, siedzieć i rozpaczać, musisz brać się do dzieła i raczej analizować jak ich zaskoczyć, czym ich rozchmurzyć, jak ich podejść, aby się zorientowali ze to, co robią do niczego dobrego nie prowadzi, ale tylko pogarsza sytuacje.

Musisz zacząć jak to się mówi: "z nowej beczki", ale najpierw musisz wyjść z ich beczki :) Rozumiesz?

Jak zrozumiesz, na czym polega pomaganie innym, oddawanie dobrem za zło i wprowadzanie pokoju we własnym domu, wtedy będziesz w stanie pomagać koleżankom a potem wszystkim, kogo napotkasz na drodze swego życia.

Co do funkcji kościoła to dam ci taka analogie do funkcji ciała. W koŖcu nawet Pismo mówi o tym, ze my jesteśmy członkami Ciała Chrystusowego i w tym Ciele Chrystus jest głową, a my członkami.

Analogicznie kościół jest sercem, a my krwią, przychodzimy do kościoła tak jak krew do serca, regenerujemy się, nabieramy nowego rozpędu, aby iść i regenerować tych, którzy z takich lub innych powodów nie potrafią odnaleźć drogi do kościoła, albo nie potrafią odnaleźć w kościele tej mocy regenerującej, płynącej od Chrystusa. a owa regeneracja ukryta jest w obietnicy: "Pokuj Mój daję wam, nie taki jaki świat daje...."

"Błogosławieni ubodzy duchem albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem odziedziczą ziemię. Błogosławieni, którzy cierpią głód i odczuwają pragnienie sprawiedliwości, albowiem będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni albowiem dostąpią miłosierdzia. Błogosławieni czystego serca, albowiem zobaczą Boga. Błogosławieni, którzy zabiegają o pokój, albowiem będą nazwani synami Boga."

Co do śmierci, to prawdą jest, że jest ona piękna, ale nie dla każdego. "mierć jest piękna tylko dla tego, kto się prawdziwie pojednał z Bogiem i kogo sam Bóg do siebie zabiera. To Pan Bóg decyduje, kto i kiedy do Niego przychodzi i to na jego warunkach, a nie na naszych.

Bo nie należymy do siebie i nawet jak nam się zdaje, że możemy o własnym życiu decydować to wcale tak nie jest. Nie należymy do siebie, ale do Boga, jesteśmy Jego stworzeniami, Jego własnością i tylko wtedy zaznamy prawdziwego szczęścia kiedy poznamy Jego wolę i według Jego woli będziemy żyć, tylko On wie co jest dla nas dobre. I tylko to co jest dla nas dobre - według Jego woli - doprowadzi nas do zbawienia i życia wiecznego. I tylko On ma prawo decydować o naszym życiu, a tym bardziej o godzinie naszej śmierci. To On daje naszemu życiu początek i tylko On ma prawo wyznaczyć kres naszego życia. Jeśli Go prawdziwie miłujemy to musimy Jego prawa i woli przestrzegać, bo do Niego należymy i On decyduje.

- Szczęść Boże.



"A ZA WSZYSTKICH UMARL CHRYSTUS PO TO, ABY CI, CO ŻYJA, JUŻ NIE ŻYLI DLA SIEBIE, LECZ DLA TEGO, KTÓRY ZA NICH UMARŁ I ZMARTWYCHWSTAŁ..., JEŻELI WIĘC KTOŚ POZOSTAJE W CHRYSTUSIE, JEST NOWYM STWORZENIEM. TO CO DAWNE PRZEMINEŁO, A OTO WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE. WSZYSTKO ZAŚ TO POCHODZI OD BOGA, KTÓRY POJEDMNAŁ NAS Z SOBĄ PRZEZ CHRYSTUSA I ZLECIŁ NAM POSŁUGĘ JEDNANIA. ALBOWIEM W CHRYSTUSIE BÓG ZJEDNAŁ ZE SOBĄ ŚWIAT, NIE POCZYTUJĄC LUDZIOM ICH GRZECHÓW, NAM ZAŚ PRZEKAZAŁ SŁOWA JEDNANIA. TAK WIĘC W IMIENIU CHRYSTUSA SPEŁNIAMY POSŁANNICTWO JAKOBY BOGA SAMEGO, KTÓRY PRZEZ NAS UDZIELA NAPOMNIEŃ
W IMIE CHRYSTUSA PROSIMY: POJEDNAJCIE SIĘ Z BOGIEM. "- 2.Koryntian 5:15-20

2007 - 2009