Szacunek dla siebie.
Witam!
Już kiedyś do pana pisałem. Mam pewne pytanie,
ostatnio rozmawialiśmy z
kolegami i jeden z nich powiedział, że jak może
kogoś szanować skoro ten
ktoś nie szanuje siebie, nie zgodziłem się z nim
przecież najważniejsze
przykazanie Miłości mówi Szanuj bliźniego swego jak
siebie samego. Ale mój
kolega bardzo obstawał przy swoim zdaniu, że on nie
może szanować kogoś kto
nie szanuje siebie samego. Prosiłbym o pomoc w
zrozumieniu tego tematu,
jeśli jest to możliwe.
Pozdrawiam Serdecznie !!!
ODPOWIEDŹ:
Witam,
Zgadzam się z tobą, bo na ogół ludzie niechętnie
pogardzają samymi sobą, tak aby siebie nie szanować.
Na ogół jeżeli ktoś sam siebie nie szanuje, to nie dlatego, że
nie chce, ale prawdopodobnie dlatego, ze nie potrafi.
Bo powiedzmy jest źle przygotowany do życia, uwierzył na przykład, że wyjdzie dobrze tym co robi obiecujące wrażenie, co jednak przyniesie mu krzywdę.
Trzeba pamiętać zawsze o tym ze ten kto nie jest
szanowany ten zawsze cierpi, nawet ten kto sam siebie
nie szanuje.
Ja tu wypowiadam się bardzo ogólnikowo, bo nie dysponuje
konkretnym przykładem.
Trzeba wziąć pod uwagę, ze to na co patrzymy to tylko
oprawa zewnętrzna. Czasem postawa człowieka robi
wrażenie takie, czy inne, ale w sercu tego człowieka
dzieje się zupełnie co innego niż to co nam przychodzi
na myśl patrząc na tego człowieka.
Ludzie dopuszczają się różnych rzeczy, bo tym chcą sobie pomóc, ale nie rozumiejąc jakie to przynosi konsekwencje i pogrążają się w jeszcze gorsze sytuacje. Ludzie maskują swoje problemy, aby sobie pomóc i starają się być takimi jakimi chcą być widziani przez innych.
Jedni robią to ze strachu dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa, inni celowo kłamią, aby wykorzystać.
Małe dzieci na przykład będąc molestowane i straszone, potrafią tak maskować swoje cierpienie, że nikt nigdy się nie może nawet zorientować co one przeżywają w ukryciu.
Weźmy na przykład ktoś przychodzi ze łzami w oczach,
że potrzebuje pomocy, opowiada wzruszające historie,
posługuje się wiara w Boga i na prawdę robi wrażenie
ofiary godnej pomocy, a w rzeczywistości kłamie jak z
nut i wychodzi mu to fantastycznie. Nabiera słuchaczy
swoich i dopina swego.
Albo powiedzmy, patrzysz na człowieka, który usilnie
szuka wesołego tematu i stara się być dowcipny i jeśli
mu to wychodzi i jest rzeczywiście dowcipny tak, ze
wszyscy maja z nim ubaw, to pomyśleć można, że dobrze
ma, łatwo mu dowcipkować, bo pewnie nie ma żadnych
problemów. Ale prawda może być zupełnie odwrotna, on
być może dowcipkuje, bo pragnie zatuszować smutek lub
samotność.
Inni próbują się wywyższać nie dlatego, że tak dobrze o sobie myślą, ale dlatego, że mają kompleksy i sami przed sobą starają się podnosić na duchu poprzez -na przykład- przechwalanie się osiągnięciami, których nigdy nie osiągnęli.
A to na przykład, że ja nie jestem w stanie
dowcipkować jak mnie cos gnębi, wcale nie znaczy, że
wszyscy są tacy jak ja, być może kto inny potrafi na
chwile zapomnieć o swoich bólach i w gronie kolegów
może być dowcipny i maskować swe bóle i smutki.
Jeśli - powiedzmy - dowcipy mu nie wychodzą i nie są
ani fajne, ani śmieszne, ale raczej wymuszane i
sztuczne, to łatwo możemy sobie pomyśleć z pogarda: a co
to za wariat, chce się wyróżnić, zaimponować,
podlizać, czy ośmieszyć? A w rzeczywistości ten chce
być zaakceptowany, chce nawiązać z kimś kontakt, albo
szczera przyjaźń, pragnie sobie pomoc, ulżyć, czyli
być może ma szczere intencje, ale mu to nie wychodzi.
Pozory często mylą!
Nie bez powodu Pan Jezus powiedział: "Nie sądźcie
według pozorów, ale wydajcie wyrok sprawiedliwy"
Aby sprawiedliwie ocenić czyjąś postawę, nawet taką,
która robi pozory braku szacunku do samego siebie,
trzeba się wgłębić w serce tego człowieka, zrozumieć
jego motywy, czy jego postawa jest wynikiem
lekceważenia, czy głupoty, a może choroby, może
kompleksów, czy tez nadmiaru cierpienia?
Ludzie robią wrażenie, że sami siebie nie szanują, ale to nie jest tak, że mają siebie za nic, bo widzą swoje błędy i sobą pogardzają. Ja myślę, że ci ludzie bardzo chcieliby siebie samych szanować, ale nie wiedzą jak, często nie rozumieją, że robią błędy, a nawet jak rozumieją, to nie wiedzą jak żyć, aby ich nie popełniać. Bardzo trudno jest wyjść z błędnego myślenia i zmienić swoją postawę jeśli się nie wie jak. Do tego potrzebny jest łaska Boża i pomoc ludzi. Samą krytyką i potępieniem nikt nikomu tak naprawdę nigdy jeszcze nie pomógł. Krytyka jest konieczny, ale jeśli idzie na nią miłość i konkretna pomoc. W przeciwnym razie krytyka przygnębia i utwierdza w błędzie.
Kto nie jest w stanie wydać wyroku sprawiedliwego, bo
to nie jest łatwe, nawet dla zawodowych psychologów i
psychiatrów, to do nich powiedział Pan Jezus: "nie
sądźcie, abyście nie byli sadzeni" Bo każda błędna
opinia, nie zrozumiana, nie przemyślana nie przemodlona
pozbawiona jest miłości bliźniego.
A "kto twierdzi, że miłuje Boga, a nie miłuje brata
swego, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy"
Podobnie jest z bezdomnymi, z pozoru wydaje się, że
sobie bimbają szukają tylko okazji do wyłudzenia
pieniędzy i do wypicia butelki piwa.
To nie koniecznie jest tak jak z zewnętrznej strony to
widać, trzeba by wpatrzeć się w serce tego człowieka,
chcieć zrozumieć jego cierpienie, jak do tego doszło,
ze wyładował na ulicy. Aby wyciągać wnioski, czy on
siebie szanuje czy po prostu walczy z własnym
nieszczęściem, którego nie wie jak pokonać. A może już z braku sił zrezygnował z walki i stał się ofiarą swego przekleństwa.
Na pewno jest on sam sobie winien, ale on tego nie rozumie i bez łaski Bożej i pomocy od strony człowieka nie ma dla niego szansy.
chcesz ponieważ Bóg posługuje się ludźmi, chcesz ci, którzy mogli mu pomóc, ale nie pomogli, czyli nie pozwolili na to, aby Bóg się nimi posłużył, ci będą chcesz pewnej mierze odpowiedzialni za cierpienie tamtego człowieka. Przeczytaj co mówi Ezechiel 3:18-21
Jeśli chcesz bardziej szczegółowej odpowiedzi, to
napisz mi bardziej szczegółowo daną sytuacje, a
postaram się wydać sprawiedliwa opinie o nim. Bo twój
kolega może mieć trochę racji, ale może on nie potrafi
jej dobrze sprecyzować. Miłość bowiem również składa
się z dyscypliny i w pewnych sytuacjach trzeba
wiedzieć jakie wnioski wyciągać, bo jak ktoś kogoś
nabija w butelkę, bo i takie przypadki się zdarzają to
nie można mu w tym pomagać. Wszystko zależy od
sytuacji.
Każda sytuacje trzeba jednak prześledzić chcieć
zrozumieć z dozą miłosierdzia, a nie zaraz potępiać,
ale strać się pomoc jeśli to możliwe i modlić się za
wszystkich, wszystkim dobrze życząc.
A rafinowanych naciągaczy kochać, ale unikać i
zostawić sąd Bogu.
Ci którzy nie szanują samych siebie, tym trzeba raczej
współczuć, bo pod ich obojętną miną ukryty być może
bezmiar cierpienia, o którym nikt nie wie, ale sam
Bóg. Nie baz powodu Pan Jezus powiedział, że prędzej
wejdą do królestwa Bożego prostytutki i komornicy niż
ci którym się zdaje, że znają prawo Boże i
sprawiedliwość.
Załączam fragment z pewnej dyskusji, bo jest ona
właśnie na ten temat.
Pan W:
Znam kogoś kot opowiedział taka historię. Na
jakimś dworcu jakiś mężczyzna ubogi prosił o złotówkę
na chleb. Ta osoba mu dała ile potrzebował.
Potem jednak gdy
wracała ponownie w barze pobliskim dworca zauważyła
owego mężczyznę. Wtedy postanowiła więcej takim nie
udzielać pomocy.
Osoba ta uważała się za wierząca i z całą powagą
postanowiła nic dawać nic podobnym żebrakom. No i
właśnie to jest historia upadku gdzie rozsadek wziął
gore nad miłosierdziem Bożym i w ogóle naukami Pana
Jezusa. Tak powstaje rzesza tych, którzy odpadli i nie
zdali egzaminu wiary w zwykłej okoliczności.
- W
Pan S:
Moim zdaniem dobrze zrobiła. Praktycznie wszyscy
wystający na ulicach to wyrwigrosze. Dawanie im
pieniędzy to oszukiwanie samego siebie i tak na prawdę
działanie na szkodę "darbiorcy". Lepszym acz
wymagającym większej fatygi jest próba rozmowy z
potrzebującym i zafundowanie mu dosłownie chleba lub
śniadania.
Uważam, że ów potrzebujący nie powinien stać na ulicy,
ale szukać pomocy u swojej bliższej i dalszej rodziny,
później u sąsiadów, wreszcie u władz społeczności
lokalnej (dzielnica, gmina). W takiej kolejności.
Uważam, że jeśli chcemy pomagać prawdziwie
potrzebującym, to znajdziemy ich w sąsiedztwie lub w
rodzinie.
- S
Pan J:
To prawda, ze kto ma wielkie serce i chce skutecznie
pomoc, to nie wątpliwie jest lepiej jak skieruje swa
pomoc do zorganizowanych już przytułków dla
bezdomnych, bo one nie dostają od państwa
wystarczającej pomocy finansowej. Ale trzeba pamiętać,
że bezdomni to ludzie tacy jak my, potrzebują
nie tylko pomoc finansowa, ale tez pomoc i wsparcie
moralne które tez można udzielać do woli jak się nie
może pomoc finansowo. - J
Bardzo mało bezdomnych bimba sobie, czyli celowo jest bezdomnymi. Większość to
bardzo cierpiący ludzie, są albo chorzy umysłowo, albo
umysłowo niesprawni, na tyle, aby móc dawać sobie radę w życiu.
Na przykład według statystyk na całym świecie około 80 procent młodych
ludzie
wychowanych w domach dziecka nie radzi sobie z
wystartowaniem w życiu i lądują na ulicy. Domy dziecka
i państwo nie daje zbyt wielkiej pomocy i ci, którzy
są słabsi psychicznie i nie potrafią sobie radzić z
samotnością, ci nie odnajdują sensu życia, tak aby
walczyć, i upadają, lądują na marginesie społecznym albo popełniają samobójstwa.
Ci młodzi
ludzie nigdy nie otrzymali miłości i przygotowania do
życia takiego jak my. Podobnie dzieci i młodzież z
rodzin pijackich i innych wykolejeńców. Są dzieci,
które są molestowane przez własnych ojców lub
ojczymów. Tacy dorastają w kompleksach i w cierpieniu.
Oni lądują na ulicach i prowadzą życie gorsze od zwierząt, ale to tylko dlatego, że gorzej niż zwierzęta zostali do życia przygotowani jako dzieci. Za każdego takiego wzgardzonego człowieka ktoś poniesie odpowiedzialność, ten kto przyczynił się do jego losu, a także ten kto był w stanie, ale nie chciał mu pomóc.
Człowiek, aby mógł sobie dobrze w życiu radzić
potrzebuje mieć duże przygotowanie do życia już w
dzieciństwie. To jest zadaniem rodziców, uczyć, dawać
dobry przykład i wspierać moralnie. Dobrzy rodzice
kształtują sumienie i zdrowy rozsadek dziecka, uczą
samodyscypliny i wyciągania wniosków i przede
wszystkim przygotowują do życia pod względem
ekonomicznym.
Ci którzy w dzieciństwie i w latach dojrzewania tego
przygotowania nie otrzymali, ci nie potrafią
wystartować. Oni wyrastają na niedorajdy, nie potrafią
pracować, nie potrafią utrzymać samodyscypliny, wymaganego poziomu
pewności siebie, przebiegłości i umiejętności
współpracy z innymi.
A jeszcze do tego jeśli nie maja
moralnego wsparcia to im jest najtrudniej. Z braku
poczucia przynależności popadają w depresje, kompleksy
i szybko popełniają błędy, które popychają ich w coraz
to trudniejsza sytuacje i życie jest dla nich zbyt
uciążliwe z którym po prostu nie potrafią sobie radzić, bo
są na tak niskim poziomie intelektualnym, że po prostu
nie potrafiła walczyć z przeciwnościami tak aby być w
stanie je pokonywać.
Załamują się, zniechęcają, tracą nadzieję, tracą ufność do ludzi i uważają za wrogów nawet tych, którzy chcą im pomóc. I to staje się ich zwyrodnieniem psychicznym, popadają w takie upośledzenia psychiczne, że bez intensywnej terapii w początkowych fazach ich upadku, po zbyt dużym upływie czasu już nie jest możliwe ich wyzdrowienie, i tak przegrywają okrutnie, skazani na nieodwracalne cierpienie.
Takim ludziom jest bardzo trudno pomoc, bo nie ufają i w ogóle nie
potrafiła tak skorzystać z pomocy, aby dzięki pomocy
moc rzeczywiście wyjść z sytuacji w której są.
Ludzie, a szczególnie dzieci potrzebują miłości i
dyscypliny. Jeśli jej nie otrzymają w latach w których
rozwija się ich dusza, to potem w wieku dorosłym już
wiele w ich rozwoju nie da się zmienić.
Tacy ludzie skazani są na cierpienie w samotności.
Łatwo jest nam powiedzieć i ich oceniać z punktu
naszej wygodnej pozycji w życiu i z punktu widzenia
naszej mądrości. Ale jakże trudno jest nam ich miłować
i spróbować ich zrozumieć, że nie robią tego celowo i
nie bimbają sobie, ale walczą z cierpieniem jak
potrafią i zamiast wygrywać nieustannie przegrywają.
I tak do tej walki z cierpieniem jest im często
potrzebna butelka piwa, bo inaczej nie wiedza jak
sobie ulżyć.
Jakby nie było po piwku łatwiej jest zasnąć na
Twardym cemencie, gdzieś w bramie, lub pod mostem, czy na ławce bez poduszki i bez przykrycia i może
jeszcze z bólem głowy, albo zęba.
Jak mało chcemy się zastanowić nad ich samotnością,
smutkiem i cierpieniem, a jak szybko krytykujemy ich
postawę, a własnej bezlitosnej postawy wobec nich nie rozumiemy. Jak mało chcemy zdać sobie sprawę, że oni po
prostu nie są w stanie myśleć tak jak my.
Takim był Łazarz, żebrak leżący u bramy pałacu, którem psy lizały rany, bo ludzie nim wzgardzili, ten żebrak poszedł do nieba po śmierci, a wszyscy ci co nim wzgardzili poszli na potępienie (Łukasz16:20-30)
Sami sobie stawiamy desery po obiedzie, a im mówimy:
'Swoja postawa ledwo co zasługujesz na suchą kromkę
chleba.'
Jak mało rozumiemy ich ochotę na piwo, ze piwo jest
dla nich ucieczka od smutnej rzeczywistości, od
bolesnych wspomnień, od bólu, od samotności i Bóg jeden
wie jakich jeszcze cierpień.
Takim ludziom jest trudno pomoc, ale łatwo jest ich
pocieszyć małym podarunkiem, a czasem nawet butelka
piwa?
Dla bezdomnego piwko to nie rozpusta, ale ulga i
ucieczka od smutku i od losu od którego nie da się
inaczej uciec.
Piwo w końcu jest wysoko kaloryczne i daje energie, w
zimę rozgrzewa, a w nocy usypia, pomaga zapomnieć o
cierpieniu i uśmierzy nawet ból zęba - na przykład.
Co w tym zległo, od czasu do czasu postawić bezdomnemu piwo?
Jeśli to jest dla niego prawdziwa ulga?
- Szczęść Boże!
|