Wiara, Hipnoza, Intymność, Kariera
Marzec, 23, 05
Witam.
Zwracam sie z pytaniem.
Otóż przeczytałem ze
strony
http://zbawienieiwiara.com/wiara.html
na temat czym
jest wiara. Z tego co przeczytałem mam rozumieć że
Bóg stworzył nas
na swój wizerunek i podobieństwo i możemy czynić cuda
poprzez siłę
swojej wiary, ale jednocześnie odwracamy się od niego
bo używamy
mocy którą nas obdarzył i sami próbujemy osiągnąć cel
zamiast
zaufać jemu(Bogu).
Ostatni akapit z tego zagadnienia:
"Wiara właśnie według wyboru wolnej woli daje pysznemu
człowiekowi
prawo do korzystania ze wszystkich praw i mocy
doczesnych, a nawet
nadprzyrodzonych, ODRZUCAJąC BOGA, Który te wszystkie
moce stworzył,
na wzór Faraona, jak również każdemu pokornemu
człowiekowi
korzystanie z owych mocy w zjednoczeniu z wolą Bożą na
wzór Mojżesza
i według nauk i przykładu Pana Jezusa".
to co podkreślone DUŻYMI literami najbardziej mnie
zaniepokoiło,
że my ludzie używamy potęgi wiary w osiągnięciu
określonego celu, i
w ten sposób właśnie odrzucamy Boga, czyli
nie dopuszczamy do tego
aby nasz los był w Jego rękach i aby On nim kierował.
Czy to prawda? BARDZO PROSZĘ O ODPOWIEDŹ i jeśli można
do dosyć
szeroką.
Z poważaniem.
Wiara jest energia życia, bez której nie sposób żyć.
Wiara może być pełna pychy i niezależności od Boga,
ale ta sama wiara może być uzależniony od Boga.
Jeden wierzy w siebie, a drugi wierzy w Boga.
Tak jak powiedział apostoł Paweł:
"Wszystko mogę w Tym który mnie umacnia"
Taka wiara koncentruje się na zwycięstwach we
wszystkich dziedzinach życia, które człowiek musi
pokonywać na sposób zgodny z wola Bożą.
Czyli iść przez życie trzymając się "ręki Bożej"
Pan Jezus powiedział:
"Beze Mnie nic uczynić nie możecie" - to znaczy, ze
bez Jezusa, czyli bez stosowania się to Jego nauk
wiara nie ma wartości zbawiennych, ale tylko wartości
doczesne.
Wierzyc w Boga tez nie wystarczy. Ludzie wierzą w Boga
i modlą się, ale problemy zamiast znikać narastają i
nie widać rezultatów.
"Wiemy, ze Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast
Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i
pełni Jego wole" - Jan 9:31
Bo wiara ich nie jest z Bogiem, ale o Bogu. Oni wiedza
o Bogu, ale Bóg nie ma udziału w ich życiu w ich
decyzjach, a jak się modlą to wątpią, czy Bóg ich w
ogóle wysłucha, bo w głębi serca wiedza, ze nie żyją
według woli Bożej.
Aby wiec uzyskać odpowiedz od Boga na modlitwę, trzeba
z wiarą zastosować się do Woli Bożej we wszystkich sprawach swego życia,
zaakceptować przykazania Boże i napomnienia, a modląc się trzeba
wierzyć że się otrzymuje, a wtedy rezultaty są jawne,
Pan Bóg odpowiada na modlitwy, udziela mądrości i tak
uszlachetnia wiarę człowieka tak, aby mógł
posługiwać się wiarą według woli Bożej.
Rzekł Pan Jezus: "Dlatego powiadam wam: wszystko o co w
modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko WIERZCIE ze
otrzymujecie" - Marek 11:24
w ten sposób właśnie odrzucamy Boga, czyli
nie dopuszczamy do tego
aby nasz los był w Jego rękach i aby On nim
kierował
Odpowiedz na to pytanie będzie - nie.
Bo jest możliwym, aby posługiwać się darem wiary
według woli Bożej. Bóg bowiem uświęca wiarę tego kto
Go czci, kto wierzy w nauki Chrystusowa i według nich
żyje.
Życzę błogosławionych rozważań
- Szczęść Boże!
Kwiecień 13
Miesiąc temu zadałem panu pytanie na temat wiary, i
bardzo chciałem
podziękować za odpowiedź.
1 Ale jeszcze jedno mnie zastanawia...otóż interesuję
się hipnozą.
Czy stosowanie samo-hipnozy i autosugestii jest
grzechem, ze my
wtedy uciekamy od Boga, nie Jego prosimy o to abyśmy
byli lepsi
bardziej skoncentrowani, abyśmy lepiej funkcjonowali,
np. wyleczenie
się z takich chorób jak rak poprzez głęboką medytację
łącznie z
wiarą, wykreowanie w stanie hipnozy takich wydarzeń
jak: "spotkam
wspaniałą dziewczynę z która będzie mnie kochać będzie
dla mnie
dobra" i zbiegiem okoliczności dochodzi do tego
wydarzenia akurat w
tym momencie kiedy człowiek o tym marzy i wierzy, ale
czy to właśnie
nie jest źle ze człowiek nie mówi do siebie słów typu"
Panie Boże
spraw bym wyzdrowiał, albo poznał wspaniałą
dziewczynę" a zamiast
tego: " z dnia na dzień jestem coraz zdrowszy i czuję
się coraz
lepie, wszystkie moje martwe komórki z dnia na dzień
się uleczają" W
dodatku przeczytałem w pewnej książce na temat
ludzkiego umysłu
gdzie było napisane m.in. takie coś że my, czy to
Einstein, student
Astrofizyki lub matematyki na UJ, czy tez jakiś inny
geniusz, i tam
napisane jest ze kto by to nie był to i tak taka osoba
wykorzystuje
do tego wszystkiego tylko 15% swojego
umysłu...pozostałe 85% to są
m.in. uśpione zdolności które się nie mogą uwolnić w
człowieku o
których człowiek sobie nawet nie zdają sprawy i z
pokolenia na
pokolenie nie były one rozwijane ponieważ człowiek
przez dziesiątki
pokoleń był poddawany emocjom i przez to nawet nie
wie o tym ze
on ma jakiś wpływ na swoje zdrowie, na otoczenie, na
zmianę swojego
życia.. Pytanie tylko czy człowiek stosując właśnie
coś takiego jak
rozwijanie swoich "uśpionych zdolności" i
wykorzystywanie ich na celu
wykreowania swojej przyszłości, że będziemy mieli
wspaniałą żonę
i dzieci, dobra pracę która będę uwielbiał, mojej
rodzinie nie będzie
niczego brakować i wtedy w stanie hipnozy kiedy
kierujemy nasze
marzenia do podświadomości z niej do nadświadomości
która robi
wszystko abyśmy osiągnęli cel. Lub uzdrowieni siebie
i bliskich,
zwiększanie swoje motywacji i potencjału
intelektualnego: "Doskonale
przyswajam obce języki, nauka ich nie sprawia mi
żadnego problemy,
nie mam problemów ze zrozumieniem czytanego tekstu,
doskonale się na
nim koncentruję", i czysto jest zgodne z naszą wiarą.
Że człowiek
ucieka od Boga i zamiast Jego prosić o to wszystko, to
stara się nad
sobą pracować sam.
Ja może teraz przedstawię swoje poglądy: Bóg stworzy
świat, nas, dał
nam życie i wolną wolę i możemy robić sobie co
chcemy. Człowiek
powinien szanować Boga i wierzyć w Niego ale Bóg nie
powinien
prowadzić człowieka całe życie za rączkę, dlatego Bóg
stworzył nas
"na swój wizerunek i podobieństwo" co oznacza ze
jesteśmy w stanie
wpływać na swoje otoczenie pozytywnie, i wykreować
swoja przyszłość,
jesteśmy w stanie dokonywać nie wiarygodnych rzeczy.
Jeszcze jedno, to w takim razie dlaczego człowieka
mózg jest
największym organem w przeciwieństwie do zwierząt i
jest on u
człowieka w stosunku do rozmiarów jego ciała
największy niż u innym
stworzeń? Co oznacza że mózg człowieka poprzez swoje
rozmiary nie
służy tylko do uczenia się, zapamiętywania, i
odbierania bodźców.
Proszę o dokładna odpowiedź czy jest to zgodne z naszą
wiarą czy też
nie, i czy moje poglądy są przynajmniej w pewnym
stopni prawdą.
Pozdrawiam,
Witaj drogi przyjacielu,
Hipnoza i jej cel, o której tu mówisz, jest
pragnieniem doskonałego życia na ziemi i pragnieniem
spełniania się własnej woli. A to już jest mądrość
światowa i przeciwstawia się naukom Chrystus:
"Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest
Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je.
a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je."
- Mateusz 10:38-39
Są bowiem wartości doczesne i są wartości duchowe. A
"dwom panom nie da się na raz służyć" (Łukasz 16:13)
I dlatego są ludzie cieleśni i ludzie duchowi. Nie
jest możliwym, aby być obydwoma, bo to co jest
mądrością dla człowieka cielesnego, to jest głupstwem
dla duchowego i odwrotnie (1Kor.3:19).
Poprzez wiarę można osiągnąć bardzo wiele w życiu
doczesnym, ale to nie daje człowiekowi gwarancji na
pełnie szczęścia, a co ważniejsze - życia wiecznego.
Bo osiągnięcia doczesne okradają człowieka z osiągnięć
duchowych.
Hipnoza, czy nie hipnoza, dążenie do osiągnięcia
szczęścia nawet w samym życiu doczesnym nie ma
gwarancji, ze zakończy się szczęściem według planu.
A w miarę jedzenia apetyt rośnie i skutki są wręcz
odwrotne. Im więcej człowiek zabiega i szczęście
doczesne tym bardziej widzi braki i niedoskonałości. I
człowiek staje się więźniem własnych oczekiwań, staje
się ofiara własnej krytyki.
Prawdziwym szczęściem jest Prawda, wolność i pokój.
Takie szczęście osiąga się poprzez zapieranie się
siebie samego, czyli swoich oczekiwań doczesnych,
marzeń i planów na przyszłość. To wszystko bowiem
prowadzi do upadku i rozczarowania - prędzej lub
później.
Chodzi o to, ze po Adamie i jego grzechu, nastąpił
rozłam w człowieku a z niego wzięła się
niedoskonałość, która nieustannie produkuje
niedoskonałość. A to bierze się stąd, że struktura
człowieka zawaliła się - powodując niedoskonałość.
Natura i struktura Adama, zanim zgrzeszył, poddana
była pod żyjącego w nim ducha. Po popełnieniu grzechu
duch jego umarł. I dusza Adama popadła pod prawo
instynktu.
Aby wiec osiągnąć stan szczęścia, czyli pokóju,
wolności i poznania Prawdy, trzeba uwolnić się od
prawa instynktu i narodzić się z Ducha.
Hipnoza jest w pewnym sensie i pewnym stopniu
uwolnieniem się od instynktu, gdzie dusza łączy się z
mądrością i wartościami doczesnymi, o nie zabiega i z
nich czerpie inspiracje. A to nawet jak jest
obiecujące to niechybnie widzie do upadku.
Natomiast ascetyzm, - ale nie każdy ascetyzm, ja mowie
o chrześcijańskim ascetyzmie - prowadzi do narodzenia z
Ducha, gdzie duch człowieka uwalnia jego dusze od
prawa instynktu. Dusza osiąga harmonie a to daje
szczęście, czyli pokój, wolność i poznanie Prawdy.
Aby więc osiągnąć szczęście, które daje prawdziwy
pokój za życia doczesnego i zbawienie po śmierci,
trzeba narodzić się z Ducha. Aby struktura człowieka
wróciła do doskonałego stanu, który ostatecznie
osiągniemy po zmartwychwstaniu. Po to aby
zmartwychwstać trzeba nam się jeszcze za życia
doczesnego "narodzić z Ducha"
Co do medytacji, to jest to wspaniała funkcja duchowa,
ale trzeba z niej korzystać na sposób bogobojny, ze
tak powiem.
Pan Jezus powiedział:
"Szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego
sprawiedliwości, a wszystko będzie wam dodane"
Wgłębiać się w poznanie Ewangelii i ja praktykować, "bo
wiara bez uczynków martwa jest". A Duch Święty wtedy
nawiedza naszą medytacje i udziela mądrości Bożej. Na
takiej medytacji człowiek przeżywa bardzo wzniosłe
chwile.
rozwijanie swoich "uśpionych zdolności" i
wykorzystywanie ich na celu
wykreowania swojej przyszłości (że będziemy mieli
wspaniałą żonę i dzieci,
Nie ma wspaniałych żon, bo każdy ma wady. A wspaniałe
małżeństwo polega na dawaniu z siebie a nie na
otrzymywaniu. Jeśli ona potrafi tylko z siebie dawać a
nic w zamian nie oczekuje i on robi dokładnie to samo
wtedy małżeństwo będzie doskonale.
Hipnoza ci tego nie uczyni realnym, ale tylko Bóg.
Bóg musi w tobie wszczepić miłość bezinteresowną i to
samo uczynić w niej.
Co do dzieci to już bardziej skomplikowany temat.
Krótko mówiąc one musza przejść to samo co ty. Nie ma
doskonałych dzieci od urodzenia.
dobra pracę
rodzinie nie będzie
niczego brakować i wtedy w stanie hipnozy kiedy
kierujemy nasze
marzenia do podświadomości z niej do nadświadomości
która robi
wszystko abyśmy osiągnęli cel.
Nadświadomość nie zmienia okoliczności, ale zmienia
ciebie i ma wpływ na twoje postąpowanie. Nadświadomość jest światłem Bożym, intuicją uświęcającą.
Wiara natomiast jest energia cudotwórczy, ale nie
zawsze współdziała ona z wola Bożą. Hipnoza wzmacnia
wiarę, to prawda, ale nie koniecznie według woli
Bożej.
Lub uzdrowieni
siebie i bliskich,
zwiększanie swoje motywacji i potencjału
intelektualnego: "Doskonale
przyswajam obce języki, nauka ich nie sprawia mi
żadnego problemy,
nie mam problemów ze zrozumieniem czytanego tekstu,
doskonale się na
nim koncentruję", i często jest to zgodne z naszą
wiarą.
Jeśli masz takie dary, to na pewno nie zawdzięczasz
ich hipnozie, ale Bogu.
To może świadczyć, że Bóg powołuje ciebie do wielkiej
służby i wielkiego uświęcenia, dlatego udziela ci
wszystko to co myślisz, ze zawdzięczasz hipnozie.
Że człowiek
ucieka od Boga i zamiast jego prosić o to wszystko,
to stara się nad
sobą pracować sam.
Słusznie to określiłeś!
Ja może teraz przedstawię swoje poglądy: Bóg stworzył
świat i nas, dał
nam życie i wolną wolę i możemy robić sobie co
chcemy. Człowiek
powinien szanować Boga i wierzyć w niego ale Bóg nie
powinien
prowadzić człowieka całe życie za rączkę,
Słusznie to powiedziałeś. On oczekuje od nas, abyśmy samodzielnie
podążali za Nim bez pociągania za rączkę.
dlatego
Bóg stworzył nas
na swój wizerunek i podobieństwo co
oznacza ze jesteśmy w stanie
wpływać na swoje otoczenie pozytywnie, i wykreować
swoja przyszłość,
jesteśmy w stanie dokonywać nie wiarygodnych rzeczy.
To prawda. Faraon tak właśnie funkcjonował. Miał
czarowników, których moc pochodziła z hipnozy, a nie
ze społeczności z Bogiem.
Czarnoksiężnicy faraońscy dokonywali cudów tych samych
które dokonywał Mojżesz, ale ich władza upadła i
doprowadziła ich na potępienie. Ks. Wyjścia roz.7-10
Jeszcze jedno, to w takim razie dlaczego człowieka
mózg jest
największym organem wew. w przeciwieństwie do zwierząt
i jest on u
człowieka w stosunku do rozmiarów jego ciała
największy niż u innym
stworzeń? To według mnie oznacza że mózg człowieka poprzez swoje
rozmiary nie
służy tylko do uczenia się, zapamiętywania, i
odbierania bodźców.
Proszę o dokładna odpowiedź czy jest to zgodne z
naszą wiarą czy też
nie, i czy moje poglądy są przynajmniej w pewnym
stopni prawdą.
Ja myślę, że mózg człowieka osiągnie pełną sprawność
po zmartwychwstaniu. Myślę, że mózg Pana Jezusa był w
pełni sprawny, bo nad nim nie miał mocy grzech
pierworodny po Adamie. To właśnie było powodem, że Pan
Jezus został poczęty z Ducha Świętego, a nie z
nasienia ludzkiego nad którym ciążyła wina grzechu
pierworodnego i z którego rodzi się niedoskonałość.
Mózg człowieka więc nie jest w pełni sprawny, tak jak był sprawny mózg Adama przed popełnieniem grzechu i wypędzeniem z raju, jak również Pana Jezusa, był On człowiekiem doskonałym dlatego mózg Jego był pełnosprawny.
Nasz mózg będzie więc pełnosprawny po zmartwychwstaniu i dlatego jest dużym organem, bo będziemy Bogu podobni i będziemy brali udzał w rzeczych wymagających dużego mózgu. A powiedział Apostoł, że "ani oko ludzkie nie widziało, ani ucho nie słyszało jakie rzeczy przygotował Pan Bóg tym którzy Go miłują"
Ja uważam, że człowiek nie jest w stanie usprawnić swego mózgu, ale może to dla niego uczynić Bóg. Człowiek siłą wiary może dokonywać różnych rzeczy, bo
wiara w prawdzie czyni cuda, ale nie wszystkie cuda są zgodne z wolą Bożą. Wiemy to z przykładu faraona, jak również z zapowiedzi Pana Jezusa, że "przyjdą fałszywi chrystusowie i prorocy i czynić będą dziwy i cuda, aby (jeśli to możliwe) w błąd wprowadzić wybranych"
To w końcu Bóg zadecydował o ograniczeniu zdolności mózgu człowieka i tylko On może to zmienić według potrzeby. Człowiek jest stworzeniem Bożym i nie powinien decydować o sobie za Bożymi plecami, ale wszystko powinien czynić w porozumieniu z Bogiem i zgodnie z wolą Bożą.
- Szczęść Boże!
Czerwiec 17
Szczęść Boże,
Bardzo chciałem podziękować za odpowiedź.
1)Odnośnie do ostatniego listu. Skąd mam wiedzieć
czy moje marzenie
jest zgodne z wolą Bożą? Jeśli pragnę czegoś i modlę
się z tym do
Boga to skąd pewność że to będzie zgodne z jego
wolą?
1)
Znajomość Ewangelii, nauk Jezusa i przykazań Bożych
będzie bardzo pomocna, a wręcz nieodzowna.
2) Podświadomość ma ogromny wpływ na stan naszego
zdrowia, człowiek
jeżeli żyje w ciągłym stresie i ma depresje, tworzy
wtedy doskonałe
warunki na rozwijanie się np. odmiany jakiegoś
nowotworu.
2)
Pan Jezus powiedział:
"Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości
Jego, a wszystko będzie wam dodane"
- Mateusz 6:33
To jest gwarancja, że Bóg poprzez dary Ducha
zatroszczy się o nasze zdrowie - udzielając nam pokoju
duchowego i modrości,
"Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak
daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce
wasze ani się lęka!" - Jan 14:27
Aby - miedzy innymi - depresja nie stała się powodem,
nie tylko chorób, ale i złych stosunków
międzyludzkich, które również przyczyniają się do
stanów chorobowych. A mądrość Boża uczy nas jak się
odżywiać aby utrzymać ciało przy zdrowiu.
Przez hipnozę można osiągnąć pokój, ale ten który świat
daje, który przemija i nie prowadzi do życia
wiecznego.
Ja nie mam
jak na razie takiej choroby, ale jeżeli to tego by
doszło to:
powinienem pogodzić się z tym ze musze umrzeć bo
taka jest wola
Boża i nie mogę się temu przeciwstawiać poprzesz
uzdrowienie samego
siebie za pomocą silnej wiary w to że wyzdrowieję,
oraz stosowaniu
afirmacji/autosugestii w stanie medytacji.
Nie trzeba malować diabla na ścianie. I walczyć z
problemem którego nie mamy. To jest objawem zbędnego
leku, który poza zdrowiem, może przynieść wiele innej
szkody.
mogę to robić w stanie medytacji/hipnozy, ale pod
warunkiem że
będę swoją prośbę kierował do Boga a nie do
podświadomości typu:
"Panie Boże, z dnia na dzień jestem coraz zdrowszy i
to tylko dzięki
Tobie, To Ty mnie uzdrawiasz"
To jest prawidłowe podejście do tej kwestii.
Jednak nawet i ono nie zawsze będzie skuteczne. Bardzo
ważne jest bowiem, aby nie grzeszyć, bo jak długo
grzech króluje w ciele człowieka, to choroba go będzie
atakować. Trzeba wiec najpierw walczyć z grzechem,
poznawać Ewangelie i przykazania Boże, czyli "Szukać
najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a
wszystko będzie wam dodane" - wszystko zawiera również
zdrowie.
"Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym
ciele, poddając was swoim pożądliwościom. Nie
oddawajcie też członków waszych jako broń nieprawości
na służbę grzechowi, ale oddajcie się na służbę Bogu
jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia, i
członki wasze oddajcie jako broń sprawiedliwości na
służbę Bogu." - Rzymian 6:12-13
......zamiast: "Z dnia
na dzień jestem
coraz zdrowszy" (zaznaczam ze w tym drugim przypadku
wmawiam tą
afirmacje do siebie a nie kieruję jej do Boga)
Lub też odp. C) Mogę stosować samouzdrowienie metodą
afirmcji/
autosugestii w stanie silnej medytacji bo jest to
zdolność w jaką
obdarzył nas Bóg (czyli silna wola, i wiara w to ze
wyzdrowiejemy)
ale pod warunkiem ze będziemy dziękować Bogu za to
ze posiadamy
zdolność oddziaływania na swój organizm.
Która z tych odpowiedzi jest bardziej zgodna z naszą wiarą?
Autosugestia może być bardzo pomocna i tez skuteczna,
bo wiara sama w sobie czyni cuda.
Bóg dal nam dary, ale nas nie zmusza, abyśmy nimi Jemu
służyli - co powinniśmy robić, ale nie musimy.
Możemy wziąć Jego dary, korzystać z nich i nie mieć z
Bogiem nic wspólnego.
I nawet jak osiągniemy samouzdrowienie droga hipnozy i
wiary, to możemy w ten sposób pokonać nawet chorobę,
której źródłem jest grzech. I to może dać nam poczucie
zbawienia duszy, co jednak nie ma nic wspólnego ze
zbawieniem.
Diabeł ma w tym swój sukces, aby dać człowiekowi
poczucie samowystarczalności. Wielu ludzie należących
do diabla cieszy się wspaniałym zdrowiem i odnosi
wielkie sukcesy na świecie, co jednak nie znaczy, ze diabeł w
ich życiu nie działa.
3)Kolejne zagadnienie które chciałbym poruszyć jest to
czym jest
dokładnie nadświadomość.
Raz w Internecie piszą że można kierować do niej
wszystkie marzenie
i prośby pod warunkiem ze nie wpłyną one na czyjąś
niekorzyść,
czyjeś nieszczęście i nie będą naruszać cudzej woli
i ze jest to
jaźni która kieruje naszym życiem i robi dla nas
tylko to co dobre?
z kolei gdzie indziej jest napisane ze
Nadśwuiadomość jest wielką
anteną,(łączącą nas z Bogiem) która najpierw odbiera
informacje z
podświadomości które są przez nas najczęściej
wspominane potem do
nadświadomości, a ta z kolei wysyła tą informacje do
Boga. Czyli
jest to jakby kontakt z Bogiem?
3)
Nadświadomość:
Według nauk biblijnych duch człowieka jeszcze nie narodzonego z Ducha jest martwy i
pogrążony w ciemnościach.
Według mojego zrozumienia duch człowieczy ma swoja
strukturę - jedno co jest w nim żywe to sumienie,
które -że tak powiem- jest pogrążone w ciemnościach podświadomości.
W sumieniu słyszy się głos Boży, który dla jednych
jest bardzo słabo słyszalny, a dla innych lepiej
słyszalny, a dla niektórych ludzi nawet wcale nie do
usłyszenia. Bo ciemności podświadomości go zagłuszają.
Nadswiadomosc jest jasnością ducha i nie może bez
walki współistnieć z podświadomością, bo jedno zwalczy
drugie, bo światło eliminuje ciemność.
Pan Jezus powiedział do swych uczniów
Popatrz:
Łukasz 1:79 - 11:33-36 - 12:35
Jan 3:19 - 8:12 - 11:9-10 - 12:36 i
"Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto
we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności."
- Jan 12:46
Jeśli człowiek słucha głosu sumienia i według niego
żyje, uczynkami potwierdza wiarę nauki Chrystusowe i w
Boga Ojca, wtedy to zapala światło w duchu
człowieczym.
Tym światłem jest nadświadomość.
W podświadomości gromadzą się rzeczy, które trzymają
nas z dala od Boga, analogi, złe nawyki, gniew,
nienawiść samolubstwo, czyli miłość własna - które
posyłają impulsy do automatycznego reagowania na różne
rzeczy i sytuacje życiowe. Człowiek spontanicznie jest
egoista i z tego nie zdaje sobie sprawy, bo to
pochodzi z podświadomości.
Kiedy człowiek słucha i postępuje według Ewangelii,
która jest również poznawana droga sumienia, wtedy
ducha człowieka nawiedza światłość Boża, oczyszcza z
podświadomości i zastępuje ja nadświadomością.
Światłość się rodzi w duchu człowieczym i ciemność po
prostu umyka!
A dziej się to w ten sposób. Najpierw sumienie uświadamia duszą o grzechu i nakłania do żalu, kiedy dusza reaguje na głos sumienia, żałuje i postanawia poprawę. Tą decyzję Pan Bóg obserwuje i udziela przebaczenia, które wzbudza w duchu człowieczym nadświadomość i udziela jej światła, aby człowiek sam korzystając ze światła walczył z podświadomością w której ukrywają się wszystkie pokusy, nałogi i złe tendencje
A to nazywa się procesem uświęcającym. Nadświadomość
wypełnia ducha człowieczego wszystkim co go łączy z
Bogiem, czyli miłością i wszystkimi cechami, czyli owocami Ducha
Świętego. Co umożliwia zjednoczenie woli człowieka z
wola Bożą.
4)Zastanawia mnie jedna rzecz, skoro nadświadomość spełnia to
co dobre to w
takim razie dlaczego człowiek PESYMISTA który jest
negatywnie
nastawiony do życia uważa że nic mu się nie udaje i
tak się dzieje,
i np. jeżeli boi się siąść za kierownica samochodu bo
będzie miał
wypadek i rzeczywiście się tak dzieje. I zdarza się
to akurat wtedy
kiedy o tym myśli, spotykają go same nieszczęścia
wtedy kiedy
głęboko w to wierzy że tak się stanie i tak się
rzeczywiście
dzieje(tak samo jest na odwrót w przypadku dobrych
myśli).
Wiadomo że jest to zapisywane w podświadomości tego
człowieka, ale w
takim razie jeżeli nasza nadświadomość spełnia to
co dobre to czym
jest ta druga siła która spełnia nasze negatywne
myśli? Czy jest to
szatan? Czy tez może nadświadomość dzieli się na
dobrą i złą?
Bo jeżeli szatan boi się ludzi szczęśliwych, a nasz
nadświadomość
jest najczęściej określana jako kontakt z Bogiem to
równie dobrze
może być ona anteną która kontaktuje się z szatanem?
Ale tylko wtedy
kiedy to są złe myśli/sugestie.
4)
Wielu ludzi wcale prawie nie ma nadswiadomości, ale
podświadomość rządzi ich duchem, dlatego zło jest
nieustannym udziałem ich życia.
Mogą się oni uciekać do hipnozy i pomagać sobie droga
samosugestii, ale to będzie przejściowe i nie da pełni
szczęścia i prawdziwego pokoju, którego może tylko
udzieli Bóg.
Ja nie myślę, żeby diabeł bał się ludzi szczęśliwych. Diabeł boi się ludzi zaprzyjaźnionych z Bogiem, bo Bóg jest ich obrońcą i oni noszą Imię Jezusa Chrystusa w swoich sercach. A wiemy, że Chrystus zwyciężył Diabła na krzyżu.
Co do ludzi szczęśliwych na sposób światowy, to diabeł jest ich doradcą. Diabeł najchętniej zadaje ból, sprawia przykrości i choroby, ale on ma w rękawie wiele metod, a jedną z nich jest dawanie ludziom zaszczytów różnego rodzaju i szczęścia doczesnego, aby tym zabić głos sumienia i zniechęcić do naśladowania Chrystusa i wierności Ewangelii Chrystusowej.
Nadświadomość jest światłem Bożym, ale nie światłem szczęścia doczesnego.
Prawdziwe szczęście duchowe, rodzi się z udzielonej od Boga mądrości, a tej nie może sobie człowiek sam zasugerować, ani się w niej sam wyćwiczyć, nie może w żaden sposób jej dosięgnąć, ale musi sobie pokornym sercem zasłużyć i od Boga otrzymać Ks. Przysłów 2:10-11.
5)A skoro jest tak samo na odwrót to jeżeli marzymy
o czymś i bardzo
czegoś chcemy, wierzymy że to się stanie i do tego
dochodzi, to
jeżeli to marzenie jest tylko przez nas często
wspominane, często o
tym myślimy i wierzymy ze ono się zrealizuje, a mimo
to nie kierujemy
tego marzenia do Boga, to jeżeli ono się spełnia to
co doprowadziło
do jego ziszczenia się? Bóg do którego mimo to się
nie kierowaliśmy
czy nadświadomość?
5)
W takiej sytuacji wola i wiara, - które są energiami
-działają motywowane samolubstwem, czyli miłością do
siebie samego. Moce nieczyste dają często poczucie
dobra ale ono jest kłamstwem i fałszem.
Diabeł nie koniecznie czyni samo zło, ale często
dopuszcza ludzi do osiągnięć pozytywnych, aby tym
trzymać ich z dale od Boga
Wszystko co nie jest kierowane do Boga wpada w szpony
złego ducha i jest nim manipulowane.
Nawet jak z motywacji miłości własnej kieruje człowiek
cos do Boga, to jeszcze nie znaczy, że to cos idzie do Boga, ale
rozbija się w ciemnościach duchowych podświadomości.
Apostoł Paweł mówi:
"Prosicie (Boga) a nie otrzymujecie, bo źle prosicie
- tak aby wykorzystać to na wasze własne pożądliwości"
Bóg nie odpowiada na modlitwy motywowane miłością
własną.
Prosiłbym o zaznaczenie przy każdej odpowiedzi
numerku(1,2,3,4) do
każdego pytania. :)
z Góry bardzo dziękuje i przepraszam za fatygę i
wykorzystywanie
Pańskiego czasu.
Tekst nie musi mieć polskich liter. Ja piszę z
Polskimi literami bo
to jest kwestią mojego przyzwyczajenia.
i proszę mi wybaczyć za to uciążliwe zadawanie pytań
ale zależy mi
na tym aby nie mieć poczucia winy z powodu kierowania
modlitwą nie w
taki sposób jak trzeba.
- błogosławionych rozważań!
- Szczęść Boże!
Październik 24
Witaj drogi Przyjacielu;)
Mam pytanie, czy stosowanie medytacji jest niezgodne
z naszą
religią? Kiedyś to praktykowałem ale szybko
przestałem z tego
względu gdyż może wystąpić nawiedzenie demoniczne,
lęki itp. Z tego
co przeczytałem na ten temat to prawda, ale pytanie
mam takie; można
to praktykować tak aby się przed tym uchronić?
Od razu mówię że nie mam na myśli tutaj żadnych
kreacji przyszłości,
metod Sylvi itp... Tylko medytację, na zasadzie bez
żadnego stanu
hipnozy ( stanów odmiennej świadomości itp) tylko w
relaksie w
skupieniu razem z włożonym w to uczuciem, czyli np,
nabrania
pewności siebie( poprzez autosugestię), modlitwy do
Boga, lub też
wyobrażenia siebie jako osoby pełnej zdrowia i
szczęśliwej czyli
poprawy samopoczucia, lub też zwiększyć w ten sposób
wiarę coś czego
chcemy( tzn. podczas medytacji w relaksie i
skupieniu).
Czy można to praktykować tak aby nie było to
niezgodne z naszą
wiarą katolicką?
Pozdrawiam.
Drogi przyjacielu,
Masz słuszne obawy, demony są bardzo przebiegłe i
chętnie udzielają tak zwanego pokoju, aby wprowadzić
duszę w błąd i w pychę.
Bóg udziela duszom pokornie skupionym medytacji i jest
ona na ogół wlana, czyli taka, której nie trzeba
zdobywać poprzez jakiekolwiek samo sugestie.
Medytacja wlana, od Boga na ogół wypełniona jest
napływam oświecenia, czyli, Bóg udziela na medytacji
mądrości, wyjaśnia duszy to co dla niej pożyteczne i
konieczne do uświęcenia, a czyni to przy całkowitej
świadomości duszy.
Bardzo chwalebnym i pożytecznym dla duszy jest
wyciszenie adoracyjne, bez jakichkolwiek samo
sugestii. Oddanie się bardzo prostej modlitwie
uwielbienia Boga przybliża do Niego, ale jeśli życie
nie jest wypełnione owocami nawrócenia to i taka
modlitwa nie przyniesie korzyści dla duszy.
Medytacja z autosugestią może być bardzo szkodliwa,
nawet jak daje dobre samopoczucie, szczególnie taka
gdzie dusza traci świadomość, ale wchodzi w stan
zawieszenia.
Złe samopoczucie na medytacji nie zawsze jest złem, bo
często Bóg udziela wyrzutów sumienia ku nawróceniu i
oczyszczeniu i to może być poczytywane jako depresja.
Od takiego złego samopoczucia "depresji" nie trzeba
uciekać, ani się przed nim bronić, ale raczej
wsłuchiwać się w to co Duch Święty pragnie duszy
ukazać. Trzeba więc poddać się wyrzutom sumienia i
pokornie szukać pojednania z Bogiem. Trzeba uznać
siebie za winnego i oczyścić się z tego szczerym żalem
za grzechy.
Taki stan grzesznej duszy może trwać nawet dość długo,
aż dusza ulegnie Duchowi Świętemu, przyzna się do
grzechu i oczyści się serdecznym żalem i
postanowieniem poprawy.
Po takim oczyszczeniu przychodzi pokój, głęboki pokój
wypełniony uczuciem pojednania się z Bogiem. Uczucie
pojednania się z Bogiem jest najpiękniejszym uczuciem
jakie dusza może doświadczyć w tym życiu. Św. Jan od
krzyża naucza o tym bardzo dokładnie.
A więc na modlitwie wyciszenia, trzeba raczej prosić o
wyrzuty sumienia, bo one są konieczne i zbawienne dla
uświęcenia duszy. I żadna dusza, które nie przejdzie
tego rodzaju oczyszczenia nie osiągnie zbawienia, bez
uświęcenia bowiem nikt nie ujrzy Królestwa Bożego (do
Hebrajczyków 12:14)
Gorąco polecam przeczytać "Pasterz Hermasa" jest to
objawienie Boże co do nawrócenia. Bardzo proste, ale
przy tam bardzo głębokie w swej mocy i w prawdzie.
www.geocities.com/pasterz_hermasa
Polecam również Dzieła św. Jana od krzyża, on naucza
jak osiągnąć to co Pasterz Hermasa przykazuje.
Życzę błogosławionych medytacji!
- Szczęść Boże!
Listopad 21
Witaj przyjacielu:)
Mój problem który chciałbym teraz przedstawić, męczy
mnie on nie od dziś.
Kiedy mamy jakiś cel do zrealizowania, motywacja,
dążymy do tego. U mnie ten stan się utrzymuje przez
kilka dni, potem nagle jak znikąd totalny brak
wiary, cos w rodzaju "ja sobie na to nie
zasługuję", etc... Czy myśl tego typu, nagły brak
wiary, czy w tym może maczać palce szatan który nie
chce abyśmy osiągnęli cel? Bo w końcu każdy człowiek
ma prawo do szczęścia, i żeby w nim przeżyć życie.
Jest bardzo dużo przykładów ludzi którzy osiągnęli
sukcesy, są bardzo inteligentni, lub też są świetnymi
sportowcami. Ja mam taki problem że chcę bardzo coś
osiągnąć, ale ciężko mi utrzymać silną wole i wiarę,
nie wiem czym może to być spowodowane. Jeszcze nie
tak dawno od 15(obecnie mam 18) roku życia byłem
bardzo tym przejęty teraz staram się z tym walczyć i
są momenty kiedy mam całkowitą pewność w realizacje
celu, i nagle mam doła że zostanie tak jak jest.
Ciężko mi z tym i tak się zastanawiam czy to że
kiedyś się owym problemem przejmowałem może się
odbijać właśnie teraz. Od niedawna, bo od
roku
gdyż bardzo się zacząłem tym interesować, wiem że w
podświadomości zapisują się nasze nawyki i że to one
są odpowiedzialna za procesy fizjologiczne naszego
ciała. Kiedyś w ogóle o tym nie wiedziałem.
Nie wiem jak mam nabrać pewności, aby ziścił się mój
cel.
Bo to chyba dusza jest odpowiedzialna za nasz stan
psychiczny a nie mózg, i jak ja mam swą duszę
przekonać że wierzę i że w pełni sobie na to
zasługuję. To czego chce absolutnie nie ma nic
wspólnego z otoczeniem, z innymi osobami, tyczy się
wyłącznie mnie w 100%.
Mam lęk że sobie nie zasługuję, albo że mi się nie
uda, jak mam w to zwalczyć? W jaki sposób mam
przekonać swoją duszę aby wiedziała że to czego
pragnę jest dobre i nic nie stoi na przeszkodzie?
Pozdrawiam i dziekuje za odpowiedz.
Witaj przyjacielu w Chrystusie,
Wiara to dar Boży, który trzeba rozwijać, ale według
woli Bożej. Być może, że to w co pragniesz uwierzyć
nie jest zgodne z wolą Bożą i sam Bóg interweniuje,
może to jest szukanie własnego interesu.
To prawda, że Bóg pragnie naszego szczęścia, ale to
szczęście którego Bóg dla nas pragnie nie opiera się
na osiągnięciach doczesnych i na mądrości światowej.
Co też nie znaczy, że Bóg pragnie naszego
niepowodzenia.
Trzeba wszystko posortować.
Pan Jezus powiedział "Szukajcie najpierw królestwa
Bożego i sprawiedliwości Jego, a wszystko będzie wam
dodane"
Zacznij od rozważania, co jest dla ciebie ważniejsze,
Królestwo Boże i Jego sprawiedliwość, czy własne gole
i szczęście doczesne?
Jeśli Królestwo Boże i Jego sprawiedliwość jest
ważniejsza, to Bóg pokieruje twoim życiem tak, aby
twoje poczynania były zgodne z wolą Bożą i abyś miał w
nich powodzenie.
Co do szczęścia doczesnego, to świat i mądrość światowa ma wiele
propozycji, które nie są zgodne z wolą Bożą i mają na
celu zagłuszyć głos sumienia i przeszkodzić na drodze
poszukiwań Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości.
Wszystko co dotyczy ambicji doczesnych i cielesnych jest zniszczalne i nie ma w tym szczęścia, ale zaledwie pozory i
wyobrażenie szczęścia. Człowiek może osiągnąć sukces, ale ten sukces będzie go zbyt wiele kosztował i bardzo szybko zwiędnie, przeminie, a pozostanie po tym sukcesie niesmak, bo okaże się, że nie było to warte poświęcenia życia, które tak szybko przemija. A gorycz niesmaku polega na tym, że czasu nie da się cofnąć, aby spróbować szukać czegoś bardziej wartościowego, czyli Boga i Jego woli. Wielkie cele osiąga się powoli, dużo się w nie inwestuje i na koniec nie przynosi on tej satysfakcji jakiej się pragnęło, ale traci się czas na sprawy doczesne i potem go brakuje na szukanie królestwa Bożego i na pojednanie z Bogiem, które wymaga też czasu i poświęcenia.
Wiara jest darem neutralnym dla wszystkich ludzi,
wierzących i nie wierzących. Tą wiarę trzeba uświęcać,
czyli rozwijać ją ku Chwale Bożej i jednoczyć się w
niej z wolą Bożą.
Gdybyś mi powiedział konkretnie co to jest z czym nie
możesz się uporać, to łatwiej byłoby mi dać ci
konkretną odpowiedź.
- Szczęść Boże!
Listopad 22
Rozumiem, trochę ciężko ale rozumiem, a jeśli chodzi
o postępowanie w kierunku zbawienia duszy, szukania
królestwa Bożego, to na czym to polega? Czytałem
waszą literaturę chciałbym wiedzieć mniej więcej w
skrócie czy liznąć znać wszystkie kryteria które
człowiek musi spełnić aby osiągnąć zbawienie. Przy
okazji mam jeszcze jedno pytanie co do praktykowana
modlitwy, co jest przyczyną tego ze ja modląc się
mam problemy czasami z koncentracją i gubię się
podczas modlitwy, tzn. przychodzą mi zupełnie inne
myśli, zmienia się temat moich myśli, czy jest to
związane ze złym nawykiem, lub tez jakieś wewnętrzna
niechęć duszy do modlitwy?
Pozdrawiam.
Samo to, że człowiek nie wybiera sobie tego czy się w
ogóle narodzi i kiedy umrze, już tylko ten fakt
świadczy o tym, że jesteśmy stworzeniem Bożym i
należymy do Niego. On nas powołał do życia doczesnego
po to, aby przygotować nas do życia wiecznego w którym
możliwe będzie prawdziwe szczęście. On też decyduje
kiedy życie nasze dobiegnie końca i nic na świecie
tego nie zmieni. Człowiek może sam sobie życie
odebrać, ale co tym osiągnie dobrego? Jedynie
potępienie.
Bo prawdziwe szczęście możliwe będzie tylko i
wyłącznie w królestwie Bożym. To co sprawia wrażenie
szczęścia tu na ziemi nie jest szczęściem, ale
imitacją diabła, który oferuje mądrość doczesną i
doczesne szczęście po to, aby odebrać człowiekowi
życie i szczęście wieczne, które on sam utracił.
Widzisz, ile jest nieszczęścia na tym świecie?
A nawet ci co wyglądają na szczęśliwych, nawet oni
cierpią, ale nie przyznają się do tego publicznie. Ci
sportowcy i inne figury tego świata, którzy osiągnęli
sukcesy, karierę, sławę, oni wszyscy bardzo cierpią,
ale tego nie pokazują.
Wszyscy ci nauczyciele Jogi i wszyscy inni, co
twierdzą że jest sposób na szczęście i pokój i
harmonię, oni są w stanie przejściowym, oni odczuwają
to czego uczą i osiągnęli to do czego innych namawiają,
ale tylko po to aby to szybko utracić. Szczęście
światowe i doczesne, nawet jak istnieje to jest ono
tymczasowe, krótkie i kończące się cierpieniem, a
często nawet tragedią.
Znasz historię Marylin Monroe, jaka była piękna, jaka
bogata, jak mężczyźni za nią szaleli, jak dziewczęta
jej zazdrościły i popatrz, popełniła samobójstwo,
celowo przedawkowała tabletki nasenne, wzięła 32
tabletek na raz. Nikt nie wiedział jaka była
nieszczęśliwa, jaka samotna w gronie wielbicieli
swoich, jaka nie usatysfakcjonowana.
Popatrz na Hitlera, jakie miał ambicje, chciał świat
zawojować, cały naród go wielbił jak boga, liznął on
chwały ziemskiej, tylko po to, aby upaść jak pies w
poniżeniu w pogardzie popełnił samobójstwo tak jak
Marylin, która również liznęła chwały ziemskiej, bo
była wielbiona niby bogini.
Powiesz, że to skrajne przykłady. I to prawda, bo mało
kto liznął chwały ziemskiej jak ci dwoje, ale ci co
mniej liznęli chwały też wielkim cierpieniem zapłacili
bo zasada jest ta sama.
Jak poświęcisz trochę czasu na studiowanie
nieszczęścia ludzkiego, Słowa Bożego i na modlitwie,
szybko się ze mną zgodzisz.
Ten świat jest pułapką kłamstwa, fałszu i cierpienia,
czego młodzi ludzie nie dostrzegają, bo ci co cierpią
nie pokazują i nawet sami siebie oszukują udając, że
wszystko jest w porządku. Ludzie wpatrzeni w samych
siebie nie dostrzegają i nie rozumieją cierpień innych
ludzi tak aby się na nich uczyć, nie pojmują, że
należą do Stwórcy, Któremu winni są szacunek i
posłuszeństwo, Którego trzeba się bać, bo bojaźń Boża
jest początkiem mądrości.
On stworzył świat i ludzi po to aby obdarzyć ich
szczęściem wiecznym, a ludzie ani Go nie znają, ani Go
nie chcą znać, walczą przeciw Bogu bronią własnego
"ja" i niechybnie przegrywają. Walczą o kawałek
złudnego szczęścia na ziemi, ale go nigdy nie
osiągnął, bo tak to Bóg zaplanował w swoim Prawie, aby
ci co się wynoszą wpadli w szpony szatana.
Ci co szukają szczęścia poza Bogiem ci odnajdą
cierpienie i pójdą na potępienie. Jedynym źródłem
szczęścia jest sam Bóg i nie ma innego. A to które
jest u Boga osiąga się tylko i wyłącznie drogą miłości
Chrystusa Pana.
Bóg nakazał, aby ludzie miłowali Boga z całego serca,
ale ludzie nie potrafią się z Bogiem zidentyfikować tak
aby Go umiłować, bo On jest Duchem i nawet mają
usprawiedliwienie. Dlatego zesłał Bóg Syna, aby ten
ofiarował swe życie w okrutnym cierpieniu, aby ludzie
przynajmniej z Nim zechcieli się zidentyfikować, a
jeśli się nie zidentyfikują z Chrystusem i nie zechcą
Go tak umiłować, aby rzucić i na zawsze porzucić
kłamstwo i złudzenie szczęścia i aby umiłować Boga
poprzez Chrystusa, w Chrystusie i dla Chrystusa to już
nie będą mieli usprawiedliwienia, ale niechybne
potępienie ich czeka.
Nie idź ich śladem.
Szukaj Boga, rozważaj cel życia, przyglądaj się
cierpieniu ludzkiemu i wyciągaj wnioski, szukaj
pojednania z Bogiem, Który jest okrutny dla tych co
się z Nim nie liczą, ale bardzo miłosierny dla tych
którzy Go miłują.
Jedynym ratunkiem przed fałszem, złudną nadzieją i
cierpieniem, jest Bóg.
Co do modlitwy, rozważaj to co ci tu piszę, a to
będzie lepsze od modlitwy.
Bo czym jest modlitwa?
Modlitwa to rozmowa z Bogiem Ojcem o tym co ważne.
Modlitwa Pańska jest wzorem modlitwy, ale nie zaledwie
wierszykiem do bezsensownego powtarzania.
I właśnie dlatego się gubisz, bo powtarzasz bezmyślnie
słowa wierszyka, który znasz na pamięć, ale nie
myślisz o tym co mówisz i myśli twoje odbiegają od
tematu i błąkają się po tematach którymi jesteś
bardziej zainteresowany i nie możesz się skupić, bo
nie masz zainteresowania modlitwą, bo nie modlisz się
dlatego, że chcesz prawdziwie spędzić czas z Bogiem,
Którego miłujesz, którego pragniesz poznać bliżej,
rozumieć jego wolę itd. Twój brak skupienia na
modlitwie wynika z tego, że powtarzasz słowa wyuczone
na pamięć i czynisz to bezmyślnie.
Nie módl się tak, ale módl się własnymi słowami.
Wiedz, że Bóg jest twoim Ojcem, rozmawiaj z Nim
posługując się wzorem Modlitwy Pańskiej, ale nie
powtarzając jej słowo w słowo, poruszaj te same tematy,
ale innymi słowami. Staraj się mówić to samo, ale
używając innych słów i tak za każdym razem używaj
innych słów, to zmusi cię do myślenia podczas modlitwy
i zainteresujesz się tym co mówisz. A z biegiem czasu
dodawaj do tej modlitwy inne tematy które uważasz, że
powinieneś z Bogiem Ojcem omówić, wyznawać Mu to do
czego powinieneś się przyznać i prosić o przebaczenie
jak również przedstawiać prośby, które uznasz, że są
na miejscu. A czyń to z miłością, ufnością ale za
razem z bojaźnią. Przeczytaj "wołanie duszy do Boga -
Psalm 119" na mojej stronie, przynajmniej urywki, jak
możesz codziennie po kilka zdań.
- Szczęść Boże!
Listopad 23
Pytałeś jeszcze o kryteria.
Przede wszystkim trzeba zrozumieć to że Bóg ma dla nas
wyższy cel życia niż to co świat nam oferuje. I
właśnie świat oferuje to wszystko czym ty jesteś na
przekład zainteresowany, aby odciągnąć uwagą człowieka
od Boga. I na tym polega sprawdzian Boży. Bóg powołuje
i prowadzi duszę, ale robi to tak delikatnie, że tylko
bardzo wrażliwa dusza słyszą nawoływanie Boże ku
sobie. I aby ten głos usłyszeć i otrzymać kierownictwo
Ducha Świętego trzeba się całkowicie wyciszyć. Ale
nie w sensie odizolowania się od ludzi. Trzeba zmienić
swe zainteresowanie, odrzucić wszystkie troski
o sprawy doczesne i światowe i całą swą uwagą i
zainteresowanie skierować ku Bogu, modlitwie i
studiowaniu Słowa Bożego.
Trzeba czytać Ewangelię bardzo uważnie i stosować się
do wszystkich zaleceń Pana Jezusa, bo w nich zawarte
są wszystkie kryteria które człowiek musi spełnić, by
osiągnąć zbawienie.
Aby być w stanie kierować szczególną uwagą na słowa
Pana Jezusa, na tej stronie
www.geocities.com/wiara_ewangelia/index
słowa Pana
Jezusa zapisane są czerwonym drukiem.
Czytaj uważnie słowa Pana Jezusa i stosuj się do nich,
a osiągniesz życie wieczne.
- Szczęść Boże!
Listopad 24
Ostatnie obie wiadomości, dały mi bardzo dużo do
myślenia, zdaję sobie teraz sprawę na czym polega
cel człowieka na ziemi, ale patrząc na postępowanie
innych, to wyraźnie zauważam że bardzo wielu ludzie
nie bierze tego pod uwagę(dążenie do osiągnięcia
zbawienia).
Wiem jak mam teraz postępować i nie od razu ale
na pewno osiągnę stan kiedy moja dusza zostanie
oczyszczona, bo już powoli coraz bardziej się
uwalniam od żądz cielesnych i instynktu. Tak więc
bardzo dziękuje za te wszystkie wyjaśnienia, rozumem
teraz jak dla człowieka ważne powinno być staranie
się o zbawienie po śmierci. W moim przypadku nie
stanie się to od tak, ale teraz żyje z tą
świadomością i za każdym razem kiedy pojawi się mi na
myśli jakaś pokusa zdecydowanie bardziej stanowczo
będę reagował, to co Pan mi napisał bardzo mi
pomogło.
Co do mojej modlitwy to chodziło mi coś trochę
innego. Bo ja modląc się absolutnie nie wypowiadam
nauczonych, wyuczonych modlitw na pamięć, ale po prostu rozmawiam z Bogiem, tylko że czasami
zmienia mi się temat, czyli modlę się i modlę a
nagle nieświadomie myślę o "niebieskich migdałach",
czyli tak jakbym podświadomie uciekał od modlitwy,
ale teraz sobie z tym na pewno poradzę. Wiem
doskonale ze modlitwa polega na rozmowie z Bogiem
w skupieniu i wyciszeniu, aby z wiarą nasze słowa
dotarły do Pana, a nie na wymawianiu typowej
modlitwy którą zna cały świat, patrząc się
jednocześnie w sufit, albo wodząc oczami.
Bardzo się cieszę, że zrozumiałeś. Życie jest zbyt
cenne, aby je strącić i zaprzepaścić na doczesne
próżności, tym bardziej, że nie wiemy ile mamy czasu,
aby się przygotować na spotkanie z Bogiem.
Przeczytaj historię Samsona,
Ks. Sędziów rozdziały 13:24 do 16-tego rozdziału.
Samson był od urodzenia wybranym Bożym, ale postępował
bezmyślnie. Wolą Bożą było w prawdzie, aby wziął sobie
za żoną filistynkę, aby poddać filistynów pod władzę
Samsona. Samson jednak zawalił sprawę i na koniec z
własnej winy wpadł w ręce filistynów. A dlaczego?
dlatego, że brakowało mu mądrości Bożej, miał moc
fizyczną, ale dla podstępnego nalegania kobiety, którą
kochał, a który była nierządnicą, postradał zmysły i
zdradził tajemnicę swej siły.
Jeżeli zgodzisz się ze mną, że tego typu postradanie
zmysłów jest "szaleństwem"
To, że zakochał się w nierządnicy, to już jest
szaleństwem skazującym go na to, że Bóg go powoli
opuszczał. Skoro on związał się fizycznie i
emocjonalnie z nierządnicą, Bóg go już opuścił i
dopuścił, aby ona stała się pośrednikiem jego zguby.
1.Brakowało mu bojaźni Bożej. Gdyby Samson miał bojaźń
Bożą to nie wiązałby się z nierządnicą.
2. Brakowało mu też mądrości Bożej, właśnie dlatego,
że nie miał bojaźni. - Ks. Przysłów 1:7
3. Był pełen pychy i zdawało mu się, że wszystko mu
wolno, bo jest tak bardzo silny. - Jakuba 4:6
4. Im mniej liczył się z Bogiem, tym mniej Bóg liczył
się z nim. Bóg widział postępowanie Samsona, że nie
jest bogobojne, widział co filistyni na niego szykują,
że mają spisek z nierządnicą przeciw niemu i nie
uchronił go Bóg, ale dopuścił na to, aby wpadł w ręce
Filistynów.
Bo czym jest szaleństwo? Szaleństwo jest to chaotyczne
reagowanie na emocje, nerwy, lub przekonania, które
prowadzą do opętania.
A czym jest opętanie?
Opętanie to zniewolenie. Mówi się często, "że kobieta
go opętała", czyli tak go omamiła, że pozbawiła go
swojej woli i on już nie ma prawa myśleć, ale ona to
robi za niego i wszystko co ona chce to on robi. To
jest "opętanie woli"
Ta nierządnica opętała Samsona tak, że utracił własną
wolę.
Podobnie Ewa opętała Adama w raju, aby zjadł zakazany
owoc.
Adam tak jak Samson obaj znali konsekwencje swej
decyzji. Nie bez powodu mówi przysłowie "gdzie diabeł
nie może tam pośle (piękną i przebiegłą) kobietę"
I diabeł robi to z większością ludzi. Bo jest opętanie
przez kogoś, czyli diabeł posługuje się inną osobą,
albo opętanie wewnętrzne, czyli diabeł posługuje się
bezpośrednio myślami człowieka. Po to aby ludzie
podejmowali "szalone" decyzje, a poprzez nie wpadali w
przeokropne kłopoty, do więzienia, w sprawy rozwodowe
które ich dobijają i niejednokrotnie doprowadzają do
samobójstwa. I temu podobnych rzeczy i cierpienia.
Większość ludzi myśli, że opętanie to jakieś wariackie
zachowanie ludzi w szpitalach psychiatrycznych, ale to
nie koniecznie prawda. To jest opętanie skrajne, ale
jest też opętanie ukryte pod pozorami normalności.
Opętanie i szaleństwo nie poznaje się po samych
objawach ale po konsekwencjach.
Szaleniec to ten, któremu brak mądrości Bożej, który
dla popędu takiego lub innego, czy to w nerwach, czy z
emocji, albo tak zwanej miłości, a nawet ideologii
ryzykuje swoje i innych bezpieczeństwo, życie, a co
najsmutniejsze przyjaźń z Bogiem, dla rzeczy
sprzecznych z wolą Bożą, bo daje się ponieść
niekontrolowanym emocjom pożądliwości, albo pychy,
albo ulega pokusie do grzechu itp., itd.
Jedynym skutecznym lekarstwem na szaleństwo i na
opętanie jest pokorna bojaźń wobec Boga, pragnienie pojednania z Bogiem i ufność w uzdrowienie Boże.
- Szczęść Boże!
Grudzień 4
To, że jest to tak jak z seksem to się absolutnie zgadzam, sam mam zamiar zachować czystość do ślubu i żeby było tak samo z moją partnerką ale, wszyscy bardzo mi się dziwią, uważają że po pierwsze nie znajdę dziewczyny która jest cnotliwa ( w co ja nie wierzę) a po drugie , wg nich to normalne i należy wykorzystywać swój młody wiek ja się z tym nie zgadzam, miałbym na dodatek ogromne wyrzuty sumienia przed Bogiem. To teraz jak to jest, że osoby, niektórzy z moich kolegów którzy robili to w swoim życiu bardzo często tych wyrzutów nie mają?
A druga sprawa to czy osoba która jest ogólnie dobra, pomaga innym, ma współczucie do biednych i cierpiących, miłuje rodziców, chodzi do kościoła nie często ale chodzi i jest wierzącą, a np uprawia seks ze swoja dziewczyną czyli dokonuje cudzołóstwa, po 2 latach ją zmienia, bo coś tam nie wyszło i z nową tez to robi, to tak osoba idzie na potępienie?, pomimo że to jest jej główny grzech?
Jeszcze jedno, gdyby się tak zdarzyło że spotkałbym dziewczynę o bardzo dobrym sercu która jest kochająca, spokojna opiekuńcza, a uprawiała przede mną seks z kimś innym, dajmy na to raz. Jak w takiej sytuacji miałbym postąpić? Jeden z moich przyjaciół który ma identyczne poglądy jak ja uznał że by taką dziewczynę odrzucił, ja z kolei nie, ale z drugiej strony jak bym miał się do takiej dziewczyny przytulić to zaraz by mi się przypominało ze nie jest czysta, że miała w sobie kogoś obcego. Jak tak to odbieram i nie wiem właśnie jak sobie z tym poradzić, bo jeżeli taka sytuacja zaistnieje to szkoda odrzucać dziewczynę która ma jedną wadę taką jak: że już raz o robiła. No co innego gdyby byłą zgwałcona to bym zrozumiał, pomógłbym jej i bardzo bym jej współczuł. Ale ile razy się zdarza że dziewczyna już raz albo parę razy to zrobiła i w następnym związku nie widzi nic złego w tym aby zrobić to właśnie z tą osobą albo jeszcze ją zdradzić.
I przepraszam ze tak się rozpisałem na temat seksu ale chciałbym zdobyć jakąś wiedzę na ten temat czyli życie z partnerką która już to robiła.
Pozdrawiam,
Drogi przyjacielu,
Mam nadzieje, ze przeczytałeś ten artykuł "Prawo co do
małżeństwa i rozwodu" jeśli nie to proszę przeczytaj,
aby lepiej zrozumieć moja tu odpowiedz.
Postaram się odpowiedzieć na każde zagadnienie z osobna, a więc bądź cytować twoje słowa i na nie odpowiem.
1.
To teraz jak to jest, że
osoby, niektórzy z moich kolegów którzy robili to w
swoim życiu bardzo często tych wyrzutów nie mają?
Mają, ale ich nie szanują tak aby one były skuteczne.
Głos sumienia jest bardzo delikatny, a jeśli dla
ciebie jest dobitny, to nie dlatego, że Duch Święty
głośniej do ciebie przemawia niż do innych, ale
dlatego, ze ty ten glos szanujesz i się z Nim liczysz.
To można porównać z podejściem do rodziców, niektórzy
są bardzo wrażliwi na opinie rodziców i ją szanują, a
inni nie maja do swoich rodziców szacunku i to co
rodzice do nich mówią do nich nie dociera, bo uważają
wszystkie rady za niesłuszne i tak jest z sumieniem.
Z rodzicami nie trzeba się wcale zgadzać, bo rodzice
tez nie zawsze maja racje, ale trzeba ich szanować,
rozumieć ich dobre intencje i prowadzić rozmowę na
tematy z szacunkiem. Jeśli dzieckiem prowadzi Duch
Święty i ukazuje mu cos w czym rodzice nie maja racji,
to takie dziecko i tak nie zada rodzicom przykrości,
ale uszanuje ich opinie, nawet jak się z nią nie
zgadza - to tak ogólnie, bo temat jest głęboki i nieco
skomplikowany.
Twoi koledzy z góry uważają ze ich postępowanie jest
słuszne, nie maja wątpliwości i dlatego nie biorą
sumienia pod uwagę. Zapewne tez nie liczą się z
własnymi rodzicami. Skoro ty jesteś na głos sumienia
wrażliwy to dlatego ze masz do Boga szacunek i na pewno
do swoich rodziców tez. Uznajesz autorytet i jest on
ważniejszy od twoich własnych opinii i jesteś gotów na
kształtowanie swej opinii według woli Bożej. Twoi
koledzy nie oddadzą prawa do własnej opinii, aby tym
Boga uszanować.
2.
A druga sprawa to czy osoba która jest ogólnie
dobra, pomaga innym, ma współczucie do biednych i
cierpiących, miłuje rodziców, chodzi do kościoła nie
często ale chodzi i jest wierząca, a np. uprawia seks
ze swoja dziewczyną czyli dokonuje cudzołóstwa, po 2
latach ją zmienia, bo coś tam nie wyszło i z nową
tez to robi, to tak osoba idzie na potępienie?,
pomimo ze to jest jej główny grzech.?
Taka osoba błądzi i potrzebuje nawrócenia. Taka osoba
jest wrażliwa na to co słuszne, a wiec będzie ona
wrażliwa na Słowo Boże jak je tylko usłyszy, ona
zaniedbała sumienie, ale ma szanse na nawrócenie. Bo
tylko dla takich ludzi nawrócenie jest możliwe, dla
grzeszników o dobrym sercu, czyli dla ludzi o złych
czynach, ale o dobrym sercu. Ludzie złego serca nigdy
się nie nawrócą, nawet jak ich czyny robią wrażenie ze
są dobre. Przeczytaj artykuł "Dobro, zło i
sprawiedliwość", tam jest mowa o tym jak rożni się
fałszywe dobro od prawdziwego i odwrotnie na czym
polega dobro, które robi wrażenie zła w oczach
niektórych ludzi.
Co do cudzołóstwa, to pisze w artykule "Prawo co do
małżeństwa i rozwodu", ze przed ślubem nie ma
cudzołóstwa, bo biblijnie pierwszy sex jest zawarciem
małżeństwa. Potem dopiero po zawarciu małżeństwa jak
się ma sex z inna osoba to jest cudzołóstwem.
3.
Jeszcze jedno, gdyby się tak zdarzyło że spotkałbym
dziewczynę o bardzo dobrym sercu która jest
kochająca, spokojna opiekuńcza, a uprawiała przede mną
seks z kimś innym, dajmy na to raz. Jak w takiej
sytuacji miałbym postąpić? Jeden z moich przyjaciół
który ma identyczne poglądy jak ja uznał że by taką
dziewczynę odrzucił,
nie koniecznie odrzucić, bo mieć ją za siostrę i
przyjaciela, ale nie partnerkę do łóżka, bo to będzie
cudzołóstwem, ona, jak długo żyje ten co zabrał jej
cnotę, czyli jej mąż, to ona będzie jego żoną, czy pod jednym
dachem, czy tez w separacji, ale biblijnie nie ma
wyjścia z sytuacji, to tez jest tłumaczone w artykule
- mam nadzieje � że wyczerpująco.
Takiej dziewczynie trzeba pomoc, wytłumaczyć jej, ze
celibat jest jedyna droga zbawienna(Mateusz 19:12),
przynajmniej do czasu aż owdowieje. Jeśli wytrwa w
celibacie to będzie zbawiona. O tym jest więcej w
artykule Celibat - Ascetyzm
Z taka dziewczyna, jak ją pokochasz z całej duszy,
możesz nawet żyć, ale w czystości. Znam ludzi co
właśnie tak żyją ze sobą, jak brat i siostra i w
przyjaźni wręcz nadprzyrodzonej.
Trudne to i niesłychane? Bo "wąska jest ta droga i
mało jest tych, którzy ja odnajdują"
Ale prawdziwie biblijne, a rozumieją to tylko ci,
którym jest to dane (Mateusz 19:12)
Pan Bóg nie szasta swoją mądrością, bo zakrywa ją
nawet przed swymi sługami, ale udziela jej swoim
przyjaciołom (Jan 15:15)
Jak masz cos co leży ci na sercu, to pisz, z radością
będę odpowiadać na wszystkie długie listy :-) jest to
moim obowiązkiem wobec ciebie i wobec Pana Boga -
naszego wspólnego Ojca.
- Szczęść Boże!
Witaj przyjacielu,
Musze dodać do poprzedniego listu kilka zdań. Mowa
była o ślubie i o cudzołóstwie, że nie ma czegoś
takiego jak cudzołóstwo przed ślubem, bo pierwszy seks
kobiety z mężczyzną jest zawarciem małżeństwa, według
słów Pana Jezusa:
Mateusz 19:5-6 "I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca
i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje
jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno
ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie
rozdziela"
Na innym miejscu jednak mówi nasz umiłowany Pan i
Zbawiciel:
Mateusz 5:27-30 "Słyszeliście, że powiedziano: Nie
cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie
patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z
nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci
powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie.
Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z
twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być
wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci
powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie.
Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z
twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść
do piekła."
Można wiec dopuścić się cudzołóstwa bez partnerki
według tych słów, rękoma, lub zaledwie w myślach.
Czystość wiec seksualna musi być całkowita i
doskonała.
Nie bez przesady powiedział Pan Jezus również:
Mateusz 5:48 "Błądźcie więc wy doskonali, jak doskonały
jest Ojciec wasz niebieski."
Mateusz 19:25-26
"Gdy uczniowie to usłyszeli,
przerazili się bardzo i pytali: "Któż więc może się
zbawić?" Jezus spojrzał na nich i rzekł: "U ludzi to
niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe". Czyli
z pomocą Bożą wszystko jest możliwe.
Pozdrawiam pokojem Chrystusowym!
- Szczęść Boże.
Styczeń 22
Witaj Przyjacielu:)
Ostatnie moje pytanie tyczyło się co do małżeństwa zachowania cnoty przedmałżeńskiej.
Przeczytałem artykuł: "prawo co do małżeństwa...", i zgadzam się z tym co jest w nim zawarte, tzn. może nie posiadałem takiej wiedzy jaka jest tam zawarta ale moje spojrzenie było bardzo podobne. Ja osobiście mam jak zarazie zachowaną cnotę, moje pytania z tym związane nie tyczyły się jakiś moich prywatnych problemów i przeżyć, po prostu chciałem bliżej na to spojrzeć.
Rozumiem już na czym, polega Narodzenie z Ducha, bardzo wiele rzeczy zaprzestałem które były związane z grzechem, typu nadmierne bluźnierstwo, chęć zemsty na kimś itp... pozostał u mnie jeszcze jeden dosyć wielki grzech jakim jest lenistwo z którym walczę. Jestem ogólnie bardzo szczęśliwy z tego powody ze zerwałem ze swoim problemem, ilekroć czytałem o tym problemie na forach w Internecie były różne porady, wiele osób się zwierzało ze ma z tym problem i nie może sobie poradzić i na pewno właśnie moje lenistwo było tez czynnikiem który powodował że nie mogłem się z tego wyzwolić. Dlatego ostatnio staram się więcej czasu poświęcać na naukę, i rozrywkę. Bardzo mi to pomaga, ale mam jeszcze problem z lękiem z którym walczę i jakoś sobie daję radę.
Ale głównym moim problemem na obecnym etapie życia jest niezdecydowanie. Niezdecydowanie odnośne co do przyszłego zajęcia, dlatego że wszystko kojarzy mi się z chciwością, co by to nie było. Każdy prawie zawód czy to informatyk, lekarz, kucharz, mechanik, sportowiec, czy naukowiec, zawsze robi to aby z czegoś żyć. Dlatego ja nie wiem sam , nie umiem odróżnić chciwości od życia uczciwego, Np gdybym ja przez okres wakacji zajął się np. pracą kelnera, albo pomoc w serwisie samochodowym jest to też pewien rodzaj chciwości, bo chciałbym sobie w wolnym czasie dorobić.
Wiadomo że hazardzista który zdobył majątek i gra dalej aby mieć więcej, to jest to chciwość ewidentna ale czy w przypadku mechanika który pracuje w zwykłym serwisie i spisuje się bardzo dobrze aby później pracować w fabryce samochodów w np. Anglii żeby jego dorobek był większy to czy to tez jest chciwość?
Wiem że to być może jest dziwne ze ja jestem przejętym takimi rzeczami, bo inni jakoś robią to co robią i się tym wcale nie przejmują, a ja jak zwykle mam problem w najprostszych rzeczach.
Pomimo to bardzo proszę napisać mi o chciwości która jest grzechem i odniesieniu jej do życia codziennego.
Pozdrawiam,
Witaj drogi przyjacielu,
Pracować trzeba dla wielu przyczyn, dla utrzymania się i w razie potrzeby trzeba dysponować jakąś sumą oszczędności. W twojej sytuacji na potrzeby szkolne i inne konieczne wydatki, aby ulżyć rodzicom i móc im pomoc w razie potrzeby, Staranie się więc o dobry i dobrze płatny zawód to nic złego. Trzeba tylko wybierać taki zawód, który nie sprzeciwia się woli Bożej. Są bowiem zawody, którymi człowiek czyni krzywdę bliźniemu i łamie prawo Boże.
Ale nic w tym złego, aby pracować w serwisie samochodowym i starać się o pracą w Anglii. Pieniądze same w sobie nie są złe, ale złe jest czasem ludzkie nastawienie do pieniędzy i zła jest motywacja ich i to na co te pieniądze przeznaczają. Posiadanie pieniędzy jeszcze nie jest grzechem, ale to na co się te pieniądze przeznacza i na co się ich nie przeznacza to często jest grzechem.
Widzę, że masz bardzo wrażliwe sumienie, a to
oznacza, że Bóg powołuje cię do uświęcenia, czyli do
doskonałości, która wbrew pozorom naturalnym - jest
możliwa.
Uświęcenie to nic innego jak usprawiedliwienie,
udoskonalenie i odłączenie od reszty. Czyli jeszcze
inaczej mówiąc wybranie z tego świata.
Dlatego Duch Święty ukazuje ci to czego inni nie
dostrzegają.
Doskonałość nie polega na doskonałości każdego czynu,
bo w ocenie ludzkiej żaden czyn nie może być
doskonały, i człowiek nigdy nie będzie wiedział jakim
czyn człowieka okaże się w ocenie Bożej, bo każdy czyn
robi dla każdego inne pozory.
I tak ten sam najlepszy nawet czyn może przynieść
jednemu ratunek a drugiemu zgubę.
Powiedzmy małe dziecko maluje obrazek. Dla matki tego
dziecka ten obrazek to dzieło sztuki, ale dla kogoś
obcego ten obrazek może być wręcz szkaradnym
bazgrałem, bo zależy kto na obrazek patrzy.
Ale Bóg patrzy na serce i na motywację serca. Tylko
Bóg może ocenić czy na możliwości i motywację tego
dziecka ten obrazek jest dziełem sztuki, czy
szkaradnym bazgrałem.
I tak dziecko może namalować wspaniały obrazek, ale
jeśli motywacja tego dziecka była - na przykład -
samolubna i wysiłek dziecko włożyło myśląc o nagrodzie
jaki za ten obrazek zdobędzie i o chwale jaki mu ten
obrazek przyniesie to w oczach Boga, ten przez ludzi
widziany obrazek jako dzieło sztuki, może okazać się
szkaradnym bazgrałem.
Ale jeśli dziecko miało motywację miłości dla -
powiedzmy - przekazania tego obrazka na fundusz pomocy
sierotom, to nawet jak ten obrazek nigdy nie wylosuje
pierwszego miejsca i nikt go nie uzna za ładny i
wartościowy to w oczach Bożych ten obrazek będzie
doskonałym dziełem sztuki.
Co by człowiek nie robił to może mu przynieść ratunek
lub też zgubę.
Lucyfer diabeł buntownik umiłował samego siebie i
zapragnął własnej chwały podobnej do chwały Bożej i to
jest pułapką człowieka - co ty nazwałeś chciwością.
Chciwość to pożądliwość własnej chwały, powodzenia,
atrakcyjnego życia, uznania innych ludzi, używania
przyjemności światowych, wszelkiej rozrywki,
dogadzaniu namiętnościom zmysłowym i cielesnym. A do
tego potrzebne są pieniądze, a więc pogoń za
pieniędzmi, aby sobie to wszystko zapewnić. Chociaż są
i tacy, którzy są chciwi na jedną rzecz, na przykład
na osiągnięcie chwały w jednaj dziedzinie sportowej,
lub na dogadzaniu namiętnościom seksualnym. Człowiek
może rzucić wszystko dla jednej dziedziny życia i
uczynić się niewolnikiem diabła w tej dziedzinie. Są
tacy na przykład dusigrosze, że nazbiera dziesiątki
tysięcy kosztem własnego pożywienia i zdrowia, będzie
obdartym jak żebrak, ale za pazuchą lub gdzieś
zakopane będzie miał wielkie sumy pieniędzy. Chciwość
ma tysiące twarzy, ale wszystkie one mają jeden i ten
sam korzeń, a jest nim samolubstwo.
Troska o siebie, o swoje uczucia, o to aby wszyscy go
bardzo lubieli, aby miał wielu przyjaciół, jak również
troska o tych, którzy mu w tym pomogą, czyli w
uwielbieniu siebie, to wszystko jest przymiotem
diabła.
Dlatego Pan Jezus powiedział: nie troszczcie się o
siebie, nie martwcie się o jutro, zapraszajcie na
posiłek tych, którzy niczym nie mogą się odwdzięczyć,
miłujcie tych którzy was nienawidzą, kto umiłuje
własne życie ten je straci, a kto znienawidzi własne
życie tu na ziemi, ten je znajdzie w wieczności itd.
Cała Ewangelia polega na wyeliminowaniu przymiotów
diabelskich, tak, aby się uświęcić i narodzić z Ducha.
Z tego co piszesz, wygląda na to, że pragniesz wybrać
zawód, który by przyniósł Chwałę Bogu a tobie
zbawienie i to jest bardzo chwalebne pragnienie.
Rozważaj więc co z twoich zamiłowań najlepiej może
służyć bliźniemu, a poprzez bliźniego chwale Bożej i
proś Boga Ojca o radę i wsparcie, a On na pewno cię
nie wprowadzi w błąd.
Nie oceniaj zawodów na podstawie tego jak ludzie
oceniają, ale oceniaj je na postawie mądrości Bożej, a
bramą do mądrości Bożej obok bojaźni, jest miłość
bliźniego, szczególnie miłość dla pokrzywdzonego i dla
sieroty.
Są zawody, które przyczyniają się jeśli nie
bezpośrednio to pośrednio do zniszczenia ziemi. A
Słowo Boże ostrzega, że Bóg zniszczy tych, którzy
zniszczyli ziemię (Apokalipsa 11:18).
A więc rozważaj jakie zawody przyczyniają się do
niszczenia Bożego dzieła, do niszczenia autorytetu
Boga na ziemi, jakie zawody przybliżają łaskę Bożą do
człowieka a jakie go od łaski Bożej oddalają.
Być na przykład kucharzem byłoby rzeczą bardzo światową
i wręcz służącą diabłu w lokalu gdzie stołują się
bogaci ludzie, którzy nie jedzą z głodu, ale z
kaprysu, gdzie jedzenie się wyrzuca do śmieci. Ale
być kucharzem w szkole, gdzie dla wielu dzieci jest to
jedyny ciepły i wartościowy posiłek, to prawdziwa
służba Bogu.
Albo w szpitalu, czy w przytułku dla bezdomnych.
Jeśli nie chcesz zaliczyć się do chciwców, to musisz
się od nich odłączyć. Musisz zejść z pięknej alejki
życia wysadzanej klombami kwiatów a podążyć ścieżkami,
którymi chodzą ubodzy tego świata.
I to nie znaczy, że nie możesz zostać lekarzem, pewnie
że możesz służyć Bogu jako lekarz, bo to nie
koniecznie od zawodu zależy, ale od tego jak tym
zawodem zechcesz służyć i komu, sobie, czy Bogu, czyli
bliźniemu. Pan Jezus powiedział: cokolwiek
uczyniliście jednemu z tych pokrzywdzonych, mnie to
uczyniliście.
Życzę głębokich, owocnych i błogosławionych rozważań,
- Szczęść Boże!
|